Menu
jedzenie / Życie

Czy dzieci muszą się dzielić? Nie, ale mogą!

Dzieci niemal od urodzenia słyszą o dzieleniu się. Najpierw rodzice bawią się z nimi w dzielenie i np. karmią się na wzajem, na zmianę (ja łyżeczkę tobie, ty łyżeczkę mi). Gdy nieco podrastają i zaczynają bawić się z innymi dziećmi, często słyszą, że powinny lub nie powinny się dzielić. Kiedy zaczynają swoją edukację szkolną, dowiadują się, jak dzieli się większe liczby.

Do napisania tego wpisu zaprosiła mnie marka Hochland. W tej chwili Hochland organizuje loterię, w której dzieli się nie tylko świetnymi nagrodami, ale również dobrem, ponieważ każdy, kto weźmie udział w loterii, wspiera akcję dożywiania dzieci Pajacyk. Więcej o akcji przeczytacie na końcu wpisu. Do wygrania są naprawdę atrakcyjne nagrody.

Ale o co tak naprawdę chodzi w tym dzieleniu się i czy dzieci powinny się dzielić?

I tutaj zacznę od tego, że żadne z nas niczego nie powinno, każdy z nas niczego nie musi. Jeżeli nie czujemy się komfortowo z robieniem czegoś, czego oczekują od nas inni, to naprawdę nie musimy tego robić. Pamiętajcie – zawsze najpierw musimy zadbać o siebie. Nie patrzeć na oczekiwania innych. Bo to są ich oczekiwania, a nie nasze. Tak samo jest z dziećmi. I warto jest je tego uczyć.

Wielu rodziców zachęca dzieci do dzielenia się z innymi dziećmi zabawkami. Dla nas to są tylko zabawki, dla dzieci coś bardzo ważnego. Czy tak samo ochoczo podzielilibyśmy się z kimś samochodem czy domem? No raczej nie. Dlaczego więc wymagamy tego od dzieci?

Jeżeli dziecko nie chce się dzielić, niech się nie dzieli. Dzielenie się ma sens tylko wtedy, kiedy dziecko samo tego chce, samo wychodzi z taką inicjatywą. Pamiętajcie, że mózg dziecka nie działa tak jak mózg dorosłego. Dopiero dziecko wchodzące w okres szkolny jest w stanie czerpać radość z dzielenia się. A o tę radość właśnie w dzieleniu chodzi.

Czy uda nam się wzbudzać w dziecku radość z dzielenia, jeżeli będziemy je do tego zmuszać, tresować, wzbudzać w nim poczucie winy? No jasne, że nie.

A czym my dzielimy się z dziećmi, pokazując im, że dzielenie jest fajne?

W jaki sposób dzieci uczą się od nas? Oczywiście przez naśladowanie. Dzieci są bardzo programowalne i najszybciej łapią te zachowania, które widzą u nas. Czym zatem się z nimi dzielimy?

Dzielimy się wspomnieniami

Zdjęcia robimy praktycznie bez przerwy. Czy to aparatem, czy telefonem. W każdym kącie naszego domu znajdziecie ramki ze zdjęciami. Nasze dyski wypełnione są tysiącami zdjęć. I nie, nie leżą tam bez sensu i nikt do nich nie zagląda. Często oglądamy w tv czy na tablecie pokaz losowych zdjęć z naszego wspólnego życia. Niektórych sytuacji dzieciaki już nie pamiętają, ale dzięki zdjęciiom dowiadują się, jak wspólnie spędzaliśmy czas.

Dzielimy się wspólnym czasem

I płynnie przechodzimy do dzielenia się wspólnym czasem. Czas jest teraz najważniejszą walutą. To nie zabawki czy nowe gadżety najbardziej cieszą dzieci. To nie zabawki będą wspominać, gdy będą dorośli. To, czy dzieciństwo będą traktować, jako radosny etap w ich życiu, zalezy od tego, ile czasu im poświęcimy. Czy zawsze będziemy mieli dla nich ten czas, żeby wysłuchać, przytulić, porozmawiać, dać się wypłakać. Mimo że małe dzieci nie są jeszcze tego świadome, to właśnie wspólny czas z rodzicami jest dla nich najważniejszy.

Dzielimy się sukcesami i porażkami

Jak już wspomniałam – dzieci są programowalne. Obserwując nas, uczą się, jak mają żyć. Nie możemy więc pokazywać im, że życie to pasmo sukcesów. Pokazujemy więc im, gdy coś nam się nie udaje, gdy wymaga od nas większego nakładu pracy, gdy musimy coś zrobić jeszcze raz, żeby było takie, jakie chcieliśmy, aby było. Dzieci towarzyszą nam i w czasie naszych sukcesów, i w czasie naszych porażek, które traktujemy jako lekcje.

Dzielimy się podróżami

Kiedyś podróżowaliśmy we dwójkę. Odkąd mamy dzieci, praktycznie nigdzie nie ruszamy się bez nich. Niektórzy pytają nas, po co ciągamy dzieciaki, po co tyle z nimi podróżujemy – przecież i tak nie będą tego pamiętać? My jednak widzimy, jak pięknie podróże ich kształcą, otwierają głowę, uczą tolerancji i otwartości na innych ludzi i ich kultury. Podróże wnoszą ogromny, poczatkowo niewidzialny kapitał w życie dziecka.

Dzielimy się tym, czego potrzebują

A poza tym wszystkim, co wymieniłam powyżej, dzieciaki potrzebują przede wszystkim mieć zaspokojone te potrzeby, które są na samym dole piramidy potrzeb Masłowa – fizjologiczne. Musimy więc zadbać m.in. o to, żeby były wyspane, najedzone, umyte, żeby było im ciepło i przyjemnie. Zdarza się, że o tym zapominamy, ale brak zaspokojenia obszaru biologicznego, często jest poważnym stresorem dla naszych dzieci. Zastanawiamy się, dlaczego dziecko źle się zachowuje, a ono może być po prostu w ten sposób manifestować głód, pragnienie, zmęczenie, nieodpowiednią temperaturę czy nagły hałas. Nie uda nam się wyciszyć negatywnych emocji dziecka, jeżeli nie będzie miało ono zaspokojonych podstawowych potrzeb.

Hochland chce się z Wami podzielić super nagrodami, a Wy możecie się przy okazji podzielić dobrem

Jak już wspominałam na początku, marka Hochland też lubi się dzielić. Kolejny rok przygotowała super loterię. 

Do wygrania jest:

  • 5x nagroda główna o wartości 100 000 zł
  • codziennie 5x 1000 zł

Jeżeli chcecie wziąć udział w loterii i podzielić się dobrem w ramach akcji Pajacyk, wystarczy, że kupicie dowolny produkt marki Hochland (w opakowaniu oznaczonym loterią) i zarejestrujecie kod z wieczka opakowania na stronie internetowej Hochland od dnia 1 lutego 2021 r. do dnia 28 marca 2021 r. 

Rejestrując kod na stronie nie tylko macie szansę na zdobycie nagród, ale też dzielicie się dobrem wspierając akcję dożywiania dzieci Pajacyk! W ramach loterii Hochland chce przekazać fundacji 100 000 zł, które pozwolą fundacji kupić 25 000 posiłków dla dzieci. Na stronie loterii możecie zobaczyć pasek postępu, na którym widać, ile zostało do osiągnięcia celu – Dzielimy się.

Jeden produkt to jeden kod, ale możecie zarejestrować ich dowolną liczbę, dzięki czemu szybciej wypełnimy pasek postępu. Pamiętajcie, że aby odebrać nagrodę musicie zachować fragment wieczka z Waszym kodem.

Wiola Wołoszyn O autorze

Cześć, jestem Wiola i jestem matką wariatką. Matką dwóch małych wariatów, autorką książki dla dzieci (od której dzieci nie uciekają), neurologopedą. Codziennie nadzoruję domowym cyrkiem, animuję rodzinną rzeczywistość, a w międzyczasie bloguję i próbuję się wyspać. Na blogu pokazuję, co warto kupić, gdzie warto wybrać się z dzieckiem (i bez dziecka). Czasem też trochę się wymądrzam. Rozgośćcie się. Kawy, herbaty, wina?

Brak komentarzy

    Napisz odpowiedź