Menu
książki / książki dla dzieci

Genialne interaktywne książki na wakacje i jako odpowiedź na „mamo, nudzi mi się” + NIESPODZIANKA

Kilka dni temu od Wydawnictwa Harper Collins dostałam zestaw czterech świetnych książek, które od tego czasu są w użyciu niemal bez przerwy. Dzieciaki same po nie sięgają i przyznaję, że zajmują je na naprawdę dłuuugie minuty. W zestawie znalazły się takie tytuły: Pixar. Mapy i labirynty. Zakręcona księga zabaw, Disney. Mapy i labirynty. Zakręcona księga zabaw, Muminki w lesie. Szukaj i znajdź oraz Muminki i morze. Szukaj i znajdź.

Wszystkie mają twarde, karonowe i zaokrąglone strony, dzięki czemu idealnie nadają się do zabrania w podróż, na piknik czy na plażę. Świetnie sprawdzają się też w samochodzie. W środku dzieciaki znajdą dobrze znane im postacie, które kojarzą z bajek – przeniosą się do świata Aut, 101 Dalmatyńczyków, Króla Lwa, Toy Story czy Muminków. Wszystkie cztery tytuły poza tym, że dostarczają mnóstwa frajdy, to genialnie aktywizują dzieci, uczą skupienia i spostrzegawczości. A to wszystko dzięki takim prostym zadaniom jak labirynty czy wyszukiwanie przedmiotów na obrazku.

Moje dzieci bardzo często robią sobie przerwę od zabawy i sięgają po te tytuły, żeby się wyciszyć. Przyznaję, że jestem zaskoczona tym, jak te książki na nich działają. No i najważniejsze – nie potrzebują żadnego rodzica, żeby z nich korzystać. Wszystko jest jasne i przejrzyste dla dziecka. Zaraz zobaczycie na zdjęciach. A ja tak tytlko tutaj podpowiem, żebyście nie uciekali po zapoznaniu się z tymi tytułami, bo na końcu czeka na Was niespodzianka – konkurs, w którym możecie wygrać te cuda wydawnicze.

Muminki w lesie. Szukaj i znajdź

W Muminkach poza wyszukiwankami i zagadkami, w tej książce znajdziecie ciekawą historię. Tu akurat wybierzemy się z Muminkami do lasu. Na każdej rozkładówce na dzieci czekają różne wyzwania. To świetna zabawa, dzięki której dziecko ćwiczy spostrzegawczość, umiejętność liczenia czy znajomość kolorów i kształtów. Ilustracje zostały opracowane tak, by kilkulatek z łatwością poradził sobie z odnajdywaniem.

Do kupienia tutaj – Muminki w lesie. Szukaj i znajdź

DSC_3317 by . DSC_3318 by . DSC_3323 by . DSC_3340 by . DSC_3341 by . DSC_3342 by .

Muminki i morze. Szukaj i znajdź

Tu mamy podobny schemat do leśnej części. Tym razem jednak rodzina Muminków wybiera się na wyprawę do latarni morskiej. Poza ciekawymi zagadakami, labiryntami czy wyszukiwaniami, dzieciaki zostaną wciągnięte w wir morskich przygód. Czy uda im się pomóc Muminkom? 🙂

Do kupienia tutaj – Muminki i morze. Szukaj i znajdź

DSC_3343 by . DSC_3311 by . DSC_3316 by . DSC_3344 by . DSC_3345 by . DSC_3346 by .

Pixar. Mapy i labirynty. Zakręcona księga zabaw

A tu już mamy nieco inną formę. To ksiązka pełna labiryntów i wyszukiwanek z postaciami znanymi z bajek wytwórni Pixar. Jedna rozkładówka to jedna bajka. Znajdziecie tu takie bajki jak: Toy Story, Gdzie jest Nemo?, Iniemamocni, Auta, Ratatuj, Odlot, Uniwersytet potworny., W głowie się nie mieści, Gdzie jest Dory?, Coco. Dziesięć pięknie ilustrowanych map – każda z innego filmu – a na każdej z nich inny niesamowity labirynt do pokonania. Dodatkowo wszystkie mapy zawierają dziesięć ukrytych elementów do odnalezienia.  Jeżeli dziecko miałoby problem z jakąś zagadką, to na ostatniej rozkładówce znajdziecie odpowiedzi wszystkich zagadek.

Do kupienia tutaj – Pixar. Mapy i labirynty. Zakręcona księga zabaw

DSC_3297 by . DSC_3275 by . DSC_3277 by . DSC_3279 by . DSC_3285 by .

Webp.net-gifmaker-293 by . DSC_3350 by . DSC_3351 by . DSC_3352 by .

Disney. Mapy i labirynty. Zakręcona księga zabaw

Tu działa dokładnie ten sam schemat co w poprzednim tytule – dziesięć pięknych rozkładówek zawierających mapy z labiryntami i wyszukiwankami. Tym razem jednak bawimy się razem z bohateriami bajek Disneya. Znajdziecie tu takie bajki jak: Królewna Śnieżka i Siedmiu Krasnoludków, Pinokio, Dumbo, Alicja w Krainie Czarów, Piotruś Pan, 101 Dalmatyńczyków, Księga Dżungli, Mała Syrenka, Aladyn oraz Król Lew.

Do kupienia tutaj – Disney. Mapy i labirynty. Zakręcona księga zabaw

DSC_3348 by . DSC_3302 by . DSC_3306 by . DSC_3309 by . DSC_3336 by . DSC_3337 by . DSC_3338 by .

Konkurs

Mam dla Was niespodziankę. Możecie zdobyć dla Waszych dzieci te świetne pozycje. Wystarczy, że pod tym postem, w komentarzu, odpowiecie na pytanie:

Jaka jest Wasza ulubiona bajka z dzieciństwa i dlaczego? 

Standardowo wygrywa najbardziej kreatywne ospowiedzi.

Do wygrania są aż 4 zestawy książek, o których możecie przeczytać w tym wpisie!

Konkurs trwa od 17.06.2020 r. do 22.06.2020 r. Wyniki ogłoszę 25.06.2020 r. w tym wpisie.

regulamin

WYNIKI

Ogromne gratulacje dla:

  • Pauliny – od Tabalugi
  • Natalii – od Przygód Rycerza Szaławiły
  • Sylwia – od Kopciuszka
  • Bożenka – od Uszatka

Dziewczyny, odezwijcie się do mnie na kontakt@matkawariatka.pl

Ogromne gratulacje!

Wiola Wołoszyn O autorze

Cześć, jestem Wiola i jestem matką wariatką. Matką dwóch małych wariatów, autorką książki dla dzieci (od której dzieci nie uciekają), neurologopedą. Codziennie nadzoruję domowym cyrkiem, animuję rodzinną rzeczywistość, a w międzyczasie bloguję i próbuję się wyspać. Na blogu pokazuję, co warto kupić, gdzie warto wybrać się z dzieckiem (i bez dziecka). Czasem też trochę się wymądrzam. Rozgośćcie się. Kawy, herbaty, wina?

86 komentarzy

  • Avatar
    MAKS
    25 czerwca 2020 at 21:42

    Mama w czwartki wracała z pracy późno, po g. 21. Niosła ciężkie torby foliowe- ziemniaki i chleb. Psychiatra w przychodni akademickiej. Rok 1985.
    Biegłem do drzwi na dźwięk windy. Przytulić się.
    Patrzyłem na zmęczone ręce matki i ramiona. Ojciec rzadko był w domu. Pracował w Orbisie jako pilot wycieczek. Zbierał na lepsze życie. Ona dźwigała je na co dzień.

    Zimą zmarznięte dłonie matki ogrzewaliśmy swoimi policzkami- mój starszy brat (Jędrek) i ja.

    Bałem się samotności. Zasypiałem tylko przy dźwiękach. Włączałem bajki z małego Grundiga. Kasetowy magnetofon często wciągał taśmy, przeciągając głos lektora w basowy bełkot. Wstawałem, naprawiałem i włączałem jeszcze raz. Jędrek najbardziej lubił czytać. Ja- słuchać bajek na żywo.

    W czwartkowe wieczory wtulałem się w bok mamy, kiedy zaczynała opowieść. W poczuciu totalnego bezpieczeństwa, na kanapie, przenosiłem się w światy podwodnych podróży, dzielnych śmiałków i kosmicznych lotów. Przygoda, najpierw spójna i logiczna, stawała się po kilku minutach zupełnie nieprawdopodobna i akstrakcyjna. Smoki zmieniały się w guziki, zbroja stawała się krzakiem, pilot kosmicznego pojazdu- wielokrotnie okazał się świętym Franciszkiem w posłudze kosmicznej. Wilk pił Relanium. Ludzie-drzewa nieruchomieli i płonęli lub zaczynali szumieć. Rakiety zamykały oczy, miały myśli i paliły papierosy. Kwiaty cierpiały. Piasek maszerował. Księżyc tężał w katatonii i nie mógł się uwolnić z bladego uścisku.
    Dzisiaj tłumaczę to tak: kiedy mama zasypiała, jej umysł zawieszał się na granicy wspomnień z gabinetu i sennej fabuły. Mama nic już wtedy nie słyszała, a jej głos zmieniał się w trochę powolny. Narracja odbywała się w zwolnionym tempie sennego Matrixu. Trwalo to czasem 5 minut, a czasem godzinę.

    Mama pracowała ponad swoje siły. Gabinet psychiatryczny skupiał ludzi ciekawych i cierpiących. Takie też były bajki i opowieści mamy.

    Moje dzieci nie lubią, kiedy zasypiam, opowiadając bajki. Zaczynam wtedy mówić po niemiecku. Budzą mnie, a ja przytulam je i zaczynam od nowa.
    Nieprawdopodobne bajki i baśnie mojej mamy, nasycone obrazem i światłem, lękiem i cierpieniem, poczuciem winy i uwolnieniem, to dla mnie ślady obecności mamy. Jej umysł, nasycony historiami innych ludzi, na co dzień był wypchnięty poza orbitę realnych wydarzeń. W tych onirycznych, abstrakcyjnych historiach-momentach wyraźnie czułem jej obecność i miłość.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Basia
    22 czerwca 2020 at 22:54

    Gdy myślę o moim dzieciństwie od razu przypomina mi się jak mama siadała wieczorem na łóżku i czytała mi bajki. Uwielbiałam ten czas gdy otaczała mnie ramieniem głaszcząc delikatnie po głowie a ja upajałam się w jej ciepłym, melodyjnym głosie. Mama najczęściej czytala mi Calineczkę. Bardzo lubiłam tą bajkę bo sama byłam najmniejszą osobą w klasie. Często zasypiałam w połowie bajki. Teraz i ja czytam mojej córeczce tą bajkę. Codziennie czytamy bo pragnę by i moją córka miała takie piękne wspomnienia z dziecinstwa. Do dziś mam wielki sentyment do tej pozycji i mogę śmiało powiedzieć , że jest to moja ulubiona bajka.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Bożenka S
    22 czerwca 2020 at 22:19

    Po chwili zastanowienia moja pamięć przywołała okładkę ulubionej książeczki z dzieciństwa to …
    “Nowi przyjaciele Misia Uszatka”
    Czesława Janczarskiego.
    Kochałam tego misia całym swoim serduszkiem…za jego dobre serduszko, za to że uczył zasad dobrego wychowania, przyjaźni i uczciwości, za to że zawsze niósł pomoc swoim przyjaciołom, a najbardziej za jego śliczne klapnięte uszko! ?
    Byłam wierną fanką dobranocki o Uszatku, każdego dnia liczyłam godziny do jej rozpoczęcia. Niestety byłam też bardzo wrażliwa dziewczynka…i kiedy tylko słyszałam końcową piosenkę dobranocki płakałam jak bóbr, że to już koniec. Moja biblioteczka w latach 80-tych była skromna ale mama zadbała, aby Uszatek gościł na mojej półce. Do dziś pamiętam jak czekałam na powrót mamy z pracy, aby usiadła obok mnie i zaczęła mi ją czytać. Niestety często kończyła późno, więc starsza siostra przejmowała jej rolę. Nie lubiłam kiedy ona mi czytała do snu, była dużo starsza i aby mieć mnie “z głowy” tzn żebym szybko poszła spać i jej nie przeszkadzała ? czytała mi ją jak najszybciej, a na koniec dobijała śpiewając piosenkę kończącą bajkę o Uszatku “Pora na dobranoc bo już księżyc świeci…” wtedy się rozklejałam…płakałam w poduszkę…i szlochając bardzo szybko zasypiałam!
    Ot tak sobie ze mną radziła moja siostra, kiedy mamy jeszcze nie było, a ona chciała grzebać w jej kosmetyczce robiąc sobie makijaże i malując paznokcie. ?
    Dziś się z tego śmiejemy, ale do tej pory słysząc “Pora na dobranoc…” coś mnie kłuje w serduszku! ?

    Odpowiedz
  • Avatar
    Iwonka
    22 czerwca 2020 at 20:54

    Kiedy byłam małą dziewczynką wprost uwielbiałam baśnie. Niektórych nauczyłam się niemal na pamięć!
    Tak było np. z „Kopciuszkiem” czy „Królewną Śnieżką”.
    Jednak szczególne miejsce w moim sercu zajmuje baśń, o której niewiele osób dzisiaj pamięta. To jest „Dziewczynka z zapałkami” 🙂
    Nawet dziś trudno mi powiedzieć, jakich magicznych słów użył Pan Andersen, że oczarował moją dziecięcą duszę.
    Nie ma tam ani jednej wzmianki o balowej sukni, o wróżkach ani odważnym księciu ratującym piękną księżniczkę. Jest tylko uboga dziewczynka o długich, jasnych włosach, próbująca sprzedać zapałki ulicznym przechodniom w zimowy wieczór. I jeszcze opis ciepła płomyka i wspomnienie dziewczynki o jej serdecznej babci…
    Już wtedy ta historia mnie urzekła. Nauczyła mnie współczucia i wzruszenia.
    Do dziś pamiętam głos mojej mamy czytającej „Dziewczynkę z zapałkami”.
    O tak! Bajki mają moc: uczenia i wzruszania. Dobrze, że zostają z nami na zawsze.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Agnieszka
    22 czerwca 2020 at 20:46

    „Dzikie łabędzie” ponieważ była to dla mnie emocjonująca historia,

    Odpowiedz
  • Avatar
    Maleńka
    22 czerwca 2020 at 17:28

    Szczególny sentyment mam do książki, którą jako pierwszą przeczytałam samodzielnie. Trochę mi to zajęło, nie powiem ale do tej pory czuję dreszczyk przygód, przyjaźni ukochanych dzieci z Bullerbyn, czułam że jestem jak te dzieci. Niedawno zakupiłam książkę dla swojej córki i natrafiłam na ciekawy fragment, który rozśmieszył nas z córeczką: Britta wyjęła swoją książkę z bajkami. Powąchała ją. Potem powąchaliśmy ją wszyscy po kolei. Nowe książki pachną tak ślicznie, że po prostu czuje się po zapachu, jak przyjemnie będzie je czytać.

    Od razu zaczęłyśmy wąchać swoją 🙂

    Odpowiedz
  • Avatar
    Monika
    22 czerwca 2020 at 01:04

    Moją ulubioną bajką z dzieciństwa jest Madeline, jest to bajka o dziewczynce, która wraz z innymi koleżankami mieszka w sierocińcu prowadzonym przez siostry zakonne. Zawsze podobało mi się jak wszystkie czynności te dziewczynki wykonywało równocześnie, równo kładły się spać do swoich łóżek, równo chodziły obok siebie na spacery, a przy okazji Madeline miała dużo różnych przygód. Zawsze panował tam ład i porządek. Jednocześnie oglądając tą bajke, to już jako małej dziewczynce dawała dużo do myślenia, ponieważ Madeline wychowywała się tylko wśród koleżanek i siostry zakonnej i często myślałam o tym (jak już też byłam starsza), aby kiedyś móc adoptować dziecko 🙂 Kilka razy już oglądałam bajkę z moim synkiem, którego wraz z mężem adoptowalismy 🙂 Kto wie, może ta bajka pomogła w podjęciu takiej decyzji 🙂 jest dla mnie bardzo sentymentalna 🙂

    Odpowiedz
  • Avatar
    Wiesia
    21 czerwca 2020 at 23:29

    [Smerfy]
    Hej wszyscy jeśli chcecie
    Odkryć super bajki moc
    Przed bloga Matki dziś zapraszam was.

    I komentarze włączcie
    Dźwięk podkręćcie i usiądźcie
    Zaczynamy dla Was nowy wpis.

    [Gargamel]
    Uwaga Dorośli zbliża się niebezpieczeństwo!
    Kryjcie się to mój wpis!

    [Smerfy]
    Kto się boi super Smerfów
    Niechaj zaraz idzie stąd
    Bo to bajka ulubiona moja jest.

    Hej Dorośli jeśli chcecie
    Wiedzieć czemu tak
    Polecam Smerfy wszystkim dziś.
    Bo to świetna bajka
    Stwory znane i lubiane
    Więc oglądaj szybko w mig!

    Odpowiedz
  • Avatar
    Marta
    21 czerwca 2020 at 21:36

    Mam w domu jedną jedyną książeczkę z czasów dzieciństwa, z serii, którą mała ja wprost uwielbiała – „Poczytaj mi mamo”. Ta seria to początek mojej wielkiej miłości do książek. Ta seria to dla mnie synonim ciepła, mądrości i humoru idealnego dla małego czytelnika. Książeczka jest o pewnej rezolutnej dziewczynce, której na co dzień towarzyszy mały niewidzialny psotnik.
    Dziś taki psotnik i taka mała dziewczynka biegają ze mną szukając wiatru w polu, pieką razem najlepsze babki z piasku i malują najpiękniejsze gwiazdy palcami po wodzie. I zawsze przy tym, jak w książki Jadwigi Jasny, coś się SAMOSIĘ – samosię kolano rozbije, samosię ściana popisze, samosię mleko rozleje. I jak na razie nasz psotnik nigdzie się nie wybiera – moja córka uwielbia zabawę z SAMOSIĘ!

    Odpowiedz
  • Avatar
    Monika
    21 czerwca 2020 at 15:21

    Kiedy cofam się do lat dziecięcych i myślę o bajkach to przychodzi mi kilka na myśl, które uwielbiałam i mocno zapadły mi w pamięć:
    Pocahontas – dzięki niej wiem czemu wilk tak wyje w księżycowa noc;
    Król lew – zrozumiałam co to życia krąg i jak się nie martwić aż do końca swych dni (hakuna matata)
    Alladyn – bajka pokazała mi wspaniały świat, nieziemski raj, spełnienie snów..
    Mulan – dzięki której wiem, że trzeba być jak szalona rzeka i jak tajfun, który obali mury!

    Odpowiedz
    • Avatar
      Kamil
      21 czerwca 2020 at 23:52

      Moją ulubioną bajka z dzieciństwa jest Toy Story.
      Uwielbiałem ją ponieważ fajnie było myśleć , że zabawki potrafią chodzić, mówić a przede wszystkim czuć jak ludzie. Dzięki temu dbałem o nie bardziej, codziennie mówiłem im dobranoc, jadły ze mną, spały. Te ulubione jeździły na wycieczki. Do dziś mam kilka z nich. Lubię czasem wracać do tej bajki mimo tego, że jestem dorosły.

      Odpowiedz
  • Avatar
    Justyna
    21 czerwca 2020 at 09:10

    Jedną z moich ulubionych książek/bajek/historii, którą pamiętam do dziś a mam już 32 lata ;)) są „Dzieci z Bullerbyn”, z każdą przeczytaną stroną chce się brnąć dalej i dalej :). Książka ta ponadto podbiła cały świat, co już samo mówi za siebie :)! Każdy muuusi po nią sięgnąć i nikt z pewnością tego nie pożałuje! Pomimo, iż minęło tyle lat miałam okazję ją odszukać i przeczytać ją swojemu 7 letniemu synowi, który również się nią zafascynował i przeczytaliśmy ją jednym tchem :). Książka jest pełna zabawnych sytuacji sześciorga szwedzkich dzieci, które przeżywają różne ciekawe przygody. Ich codzienne życie wypełniają domowe obowiazki oraz wspólna zabawa, często na świeżym powietrzu, której naszym współczesnym dzieciom często brakuje :(, gdyż większość czasu spędzają z samym sobą lub przed ekranami współczesnych technologii. W książce są opisane różnorakie zabawy, o których nasze dzieci nie mają bladego pojęcia ;). Z pewnością nie jedno dziecko zainspirują :). Z całego serca ja proponuję wszystkim rodzicom i ich dzieciom! Książka 6-9 lat.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Madeleine
    20 czerwca 2020 at 20:50

    Kiedyś to były bajki…. Pewnie jest mnóstwo osób, które stwierdzą, że teraz też jest w czym wybierać. Owszem Elmer, Pan Kuleczka, Niesamowite przygody 10 skarpetek, Clifford wielki czerwony pies, Kruczek Skarpetka i wiele, wiele innych równie wspaniałych opowieści gości na półkach naszych podopiecznych.
    Bedąc na konsultacjach logopedycznych u syna w przedszkolu usłyszałam, że kiedyś nie było tylu problemów z mową u dzieci bo były inne bajki. Teraz dzieci nie znają nawet Czerwonego Kapturka. Obruszyłam sie delikatnie i stwierdziłam, że może nie znają, ale jest wiele innych nowszych, równie ciekawych bajek. Jednak Twoje pytanie skłoniło mnie do przemyśleń, co wybrać i stwierdzam jednak, że najpiękniejszą i najważniejszą bajką w moim życiu jest „Dziewczynka z zapałkami” H. Ch. Andersena. Dlaczego? Ponieważ ta opowieść uczy moim zdaniem najważniejszej cechy – EMPATI. Pamiętam jak pierwszy raz mama czytała mi tę opowieść i dosłownie mnie wmurowało – ja mam wszystko, ciepły dom, kochających rodziców, zabawki, a są takie dzieci, które tego nie mają. Było mi tak przykro, że aż nie mogłam zasnąć. Ale czy nie o to właśnie chodzi? By dziecku pokazać, że życie nie zawsze jest takie kolorowe, że dzieci umierają z zimna i głodu? Ta przejmująca historia jest moim zdaniem obowiązkowa i znać ją powinno każde dziecko.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Ewa
    20 czerwca 2020 at 20:43

    Moja to „Heidi dziewczynka z gór”. Pamiętam że była dla mnie takim wzorem wspaniałej dziewczynki o bardzo dobrym sercu. Zawsze pomocna choć doświadczona prze los bo nie miała rodziców. Każdego potrafiła w sobie rozkochać. Swojego Dziadka który nie potrafił jej zaakceptować… Nie dawno odkryła ją moja córka. Choć w innej formie bo w telewizji. Ale ku mojemu zdziwieniu odkrywa w tej baśniowej dziewczynce takie same cechy jak ja i myśli tak samo jak ja w jej wieku 🙂 tymi samymi kategoriami, spostrzeżeniami… 🙂 córunia mamusi 😉 ile było szczęścia kiedy wersja książkowa odnalazła się u naszej Babciuni! 🙂

    Odpowiedz
  • Avatar
    Paulina
    20 czerwca 2020 at 18:51

    Ulubiona bajka z czasów dzieciństwa mojego
    to ta o przygodach małego smoka zielonego.

    Wieczorynka ta była w TVP 1 od 29 sierpnia 1998 r. emitowana.
    O ile kojarzę jest czasami na TVP ABC
    powtarzana.

    „Tabaluga” – bo tak smok miał na imię i bajka taki tytuł nosi.
    Do Rajskiej Doliny i krainy Lodolandii swych widzów przenosi.

    Rajska Dolina – kraina wiecznej wiosny, od wieków rządzona jest przez smoki,
    Przez matkę naturę bogato obdarzona, przepiękne tam widoki.

    Tam mieszka Tabaluga – syn Tyriona i jego przyjaciele.
    Zaraz Wam przybliżę sylwetek ich kilka – bo postaci tych jest wiele.

    Milunia – to mała króliczka śnieżna chodząca w różowej minisukience.
    Najbliższa Tabaludze, martwi się o niego, często karci, i wspiera w każdej udręce.

    Grzebcio to malutki krecik, co nosi grube okulary i mimo tego, stale się potyka,
    Przez wzrok swój słaby ciągle w tarapaty wpada – taki już los krecika.

    Lecz pod ziemią – wiadomo – widzi znakomicie.
    Z Tabalugą, Milunią i Bzykiem pełne przygód wiedzie krecie życie.

    Bzyk to malutka pszczoła, co znalazła smocze jajo,
    Pojawia się w każdej serii więc wszyscy dobrze go znają.

    Puchacz Uhu to ubrana w szarą szatę z herbem Lodolandii stara sowa.
    Jak na sowę przystało – w bajce „Tabaluga” to jest mądra głowa.

    Posiada kryształowa kulę, która pozwala mu zajrzeć w przeszłość i przyszłość niedaleką,
    Zobaczyć zdarzenia i miejsca gdzieś za siódmą górą i rzeką.

    Jest więźniem Arktosa – o nim opowiem za chwilę.
    By nie wprowadzać chaosu – bo zaraz się pomylę.

    Dla Uhu być więźniem lodowego władcy to wielka jest udręka.
    Lecz stary Puchacz jest odważny, śnieżnego bałwana się nie lęka.

    Arktos go zmusza do ciągłej gry w szachy,
    w której to grze wciąż oszukuje,
    Nieświadomemu Puchaczowi za wygranę uwolnienie raz za razem obiecuje.

    Uhu próbuje przeszkodzić w niecnych planach Arktosa.
    Jest duchowym mentorem Tabalugi, razem planują jak Arctosowi utrzeć nosa.

    W Rajskiej Dolinie mieszka także olbrzymia żółwica Nessaja, co wiedzę ma ogromną,
    Przede wszystkim w dziedzinie historii, w końcu ma 1000 lat – podobno.

    Przyjacielem Tabalugi jest także koliberek,
    Co Rubin się zwie – nie pamiętam o nim wiele.

    Więc teraz przejdę już do Lodolandii, gdzie zima wieczna panuje.
    Przywódcą tej krainy jest wspomniany Arktos, co w pałacu rezyduje.

    Pałac ten znajduje się na wyspie i zwie się Sopelkowo.
    Mieszkają tu zwierzęta z obu biegunów – opowiem Wam o nich to i owo.

    Niedźwiedzie polarne, pingwiny, lemingi i morsy.
    Na inwestycje w Lodolandii wykładają dużo forsy.

    Choć nikt tam nie przyjeżdża, to mieszkańcy hotele ogromne wciąż budują.
    I na stałą walkę z Rajską Krainą ogrom swych zasobów marnują.

    Lecz to już nie ich wina, lecz rozkaz złego władcy, który wg moich danych,
    Potrafi oddechem zamrażać, dzięki czemu budzi strach i respekt wśród poddanych.

    Arktos to bałwan co czarny cylinder nosi, ma żółte kocie oczy i złośliwy wyraz twarzy,
    Jest sprytny i przebiegły, podbicie Rajskiej Doliny mu się marzy.

    Doradcą Arktosa jest pingwin mający polskie imię – Jakub – sługa jego najwierniejszy,
    Do odważnych nie należy, lecz jest z postaci najśmieszniejszy.

    Krytycznym okiem spogląda na Arktosa poczynania.
    Kpi czasem z niego w żywe oczy, i za plecami wyśmiewa swego Pana.

    Na koniec sobie zostawiłam głównego bohatera – postać Tabalugi.
    Bo on jest najważniejszy, więc opis jego będzie długi.

    Tabaluga jest małym smokiem, dziedzicem Tyriona.
    Tyrion zginął śmiercią żołnierską, zły Arctos go pokonał.

    Jego smocza postać w ciało niebieskie – gwiazdę uległa przekształceniu.
    Lecz wciąż Tabaludze doradza, pojawiając się w jego snach lub wyobrażeniu.

    Tabaluga potrafi latać, zionąć ogniem, choć ogień ten czasem gaśnie.
    Gdy z Arktosem walczy – od panującego w Lodolandii zimna właśnie.

    Jego obowiązkiem – tak jak jego przodków – jest obrona Rajskiej Doliny.
    Nie przeszkodzi mu w tym Hanson, Arktos czy jego pingwiny.

    Choć jeszcze jest malutki, to zawsze skory do pomocy.
    Za Rajską Dolinę i jego mieszkańców nawet w ogień wskoczy.

    Z bajki Tabaluga dzieci mogą się wiele nauczyć – przykładowo o stylach panowania.
    Kraina Lodu jest analogiczna do państw autokratycznych, gdzie obywatel nie ma nic do gadania.

    Z kolei w Rajskiej Dolinie z sielankową anarchią się spotykamy,
    Jak wspaniałe życie wiodą mieszkańcy przez nikogo nie sterowani się przekonamy.

    O klimacie w „Tabaludze” znajdziemy też wątek.
    Warto zwrócić na niego uwagę – bo pór roku to początek.

    Mieszkańcy Rajskiej Doliny traktat z Arktosem zawarli, i bałwan się go trzyma,
    Na mocy, którego tylko przez trzy miesiące w obu krainach panować może zima.

    W ten sposób w świecie Tabalugi ukształtowało się następstwo pór roku.
    Widzicie ile zalet ma bajka o tym smoku?

    Uwielbiałam i wciąż uwielbiam przygody Tabalugi i jego przyjaciół z Rajskiej Doliny,
    A także intrygi i knowania Arktosa – to mówię już bez żadnej kpiny.

    Kochałam „Tabalugę” za fajny scenariusz, który nie raz bawił, a czasami do łez wzruszał,
    Serce niejednego dziecka, a także rodzica do głębi poruszał.

    Kochałam za barwność postaci i za mądre przekazy,
    Nawet do Arctosa za niecne występki nie chowam urazy.

    Gdy bajeczka „Tabaluga” była w Wieczorynce puszczana,
    Siedziałam przed telewizorem niczym zaczarowana.

    Za co zaś pokochałam postać głównego bohatera?
    Idealnie oddaje to piosenka z czołówki – prawdziwa i szczera.

    „Oto Tabaluga, dzielny Tabaluga
    Zuch i chwat.
    Choć taki maleńki, chce ocalić wielki świat.
    (…)
    Nigdy się nie lęka, zwalcza zło,
    A gdy go potrzebujesz, przybędzie raz dwa.
    Nasz mały Tabaluga zawsze sobie radę da.”

    Piosenkę tę Krzysztofa Mielańczuka, jak również tę na bajki zakończenie,
    Wciąż po cichutku w głowie nucę, ciągle pamiętam ich miłe brzmienie.

    Ta na zakończenie szczególnie mnie wzrusza,
    A jej tekst do życiowych przemyśleń czasami przymusza.

    Nucę ją jak kołysankę moim dziewczynkom, gdy do snu je układam,
    Muzyka prześliczna, a tekst w ucho wpada – uwierzcie na słowo, bo wiem o czym gadam.

    Posłuchajcie sami – no i w wolnej chwili
    „Tabalugę” obejrzyjcie, niech Wam czas umili.

    „Choć jeszcze mały z ciebie smok
    I drogi masz przed sobą szmat.
    Bierz przykład z najjaśniejszej z gwiazd,
    By stać się nią za milion lat.

    Ciepło lepsze jest niż chłód
    A Lodolandii król, choć sprytny
    Już wie, że roztopisz go jak lód
    Zobaczymy się znów, bądź zdrów!”

    A jeśli chodzi o książki takie papierowe
    To miałam jedną, która zawierała bajki wówczas kultowe.

    Skarbnica ulubionych bajek – taki tytuł miała
    I ze stron czterystu ponad się składała.

    Gdy byłam małą dziewczynką i chora w łóżku leżałam,
    Całe to opasłe tomisko w mgnieniu oka przeczytałam.

    Z Piotrusiem Panem do Nibylandii fruwałam,
    I Kapitana Haka za nic miałam.

    Z siedmioma krasnoludkami świetnie się bawiłam,
    I przed wredną królową Śnieżkę chroniłam.

    Z Trzema świnkami chatki budowałam,
    I przed złowrogim wilkiem się chowałam.

    Były też Bajki Ezopa i Dalsze bajki Ezopa,
    Nie pamiętam o czym – toż to niezła wtopa.

    Z Alicją trafiłam do Krainy Czarów,
    Z Kopciuszkiem myłam pełne zlewy garów.

    Był tam też „Pinokio” ze swoim długim nosem,
    I przygody „Kota w butach” ze swoim kocim głosem.

    „Lew i cieśla” i „Pstrokaty flecista z Hamelina”,
    „Śpiąca królewna” – cóż to była za dziewczyna.

    Książka ta przepiękne ilustracje miała,
    Od ciągłego czytania wnet się rozleciała.

    Szukałam nowej dla swoich dzieci – w internecie,
    Dajcie mi proszę znać, jeśli przypadkiem ją znajdziecie.

    Autor: Anna Kruczkowska, niebieska okładka.
    Tom podwójny – dla czytelnika nie lada to gratka.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Adriana S.
    20 czerwca 2020 at 15:55

    Moją najlepszą bajką z dzieciństwa są zdecydowanie „Muminki”. Teraz sama staram się zarazić syna miłością do starych bajek z czasów mojego dzieciństwa (nie tylko w formie kreskówek, ale przede wszystkim poprzez książki). Dlaczego jako dziecko kochałam „Muminki”? Chyba dlatego, że w tej bajce każde dziecko może odnaleźć siebie. Spotkamy tam trochę nieśmiałego i koleżeńskiego Muminka, troskliwą Migotkę, rozrabiakę Bobka, kujona Migotka, Włóczykija, który żyje w swoim własnym świecie czy też trochę złośliwą Małą Mi (z którą najbardziej się utożsamiałam jako dziecko). Uwielbiam dom Muminka i jego rodziców za gościnność, miłość i tolerancyjność. Ostatnio zapytałam mojego prawie trzylatka kogo najbardziej lubi w „Muminkach”, odpowiedział: „Małą Mi” i uzasadnił „bo źle się zachowuje”. Chyba synek odziedziczył po mamusi nie tylko miłość do „Muminków” 😀

    Odpowiedz
  • Avatar
    Sylwia
    20 czerwca 2020 at 12:50

    Bede bardzo smiala, i powiem wam dzis szczerze
    Od najmlodszych lat lubowalam sie w Potterze
    On milosc ma rozbudzil i czytac polubilam
    Wiec zaraz Anie Shirley w komplecie zakupilam
    A po niej to juz wszystko polecialo bardzo szybko
    Wiec przez calego Disneya przebrnelam bardzo gibko
    Krol lew, maly Simba tez serce me ujeli
    Tutaj musze skonczyc, byscie dobrze zrozumieli
    Jedna ksiazka to za malo, wybralabym tysiace!
    Polki moich ksiazek wydawaly sie niekonczace
    rodzice moi byli prze – przekochani
    Pasje moja ciągle finansowo wspierali
    Dziś sama jestem mamą
    Kupuje setki książek
    Więc w tym konkursie pragnę oszczędzić choć pieniążek
    Bo oczywiście seria podoba się mej córce
    Więc zapewne wyląduje niedługo na jej półce
    Lecz jeśli mam tu wybrać
    Jedną spośród wszystkich
    Myśląc o jedynej
    Ze zbioru tych mi bliskich
    Z Serca mego powiem
    Z jedną łezka w oku
    że mnie na myśl o niej
    Lekko kłuje w boku
    Mama mi czytała, głasząc mnie po głowie
    Przed snem dnia każdego
    Kopciuszka całego
    Do dnia dzisiejszego mam sentyment wielki
    Więcej już nie powiem,
    Za przeczytanie wielkie dzięki !

    Odpowiedz
    • Avatar
      Sylwia Waligóra
      20 czerwca 2020 at 23:12

      Ukochana moja bajka z dzieciństwa to:”Muminki” cały tydzień czekałam na piątek, bo wówczas można było obejrzeć kolejny odcinek: Muminka, jego rodzinki i przyjaciół. ? A obecnie kiedy mam swoje dzieci to wspólnie ogladamy „Przygody Muminków” ???
      Natomiast ukochane książki z dzieciństwa to „Ania z Zielonego Wzgórza” i „Haidy dziewczynka z gór” ??? zawsze z sentymentem do nich wracam… ?
      Pozdrawiam serdecznie

      Odpowiedz
  • Avatar
    Patrycja
    20 czerwca 2020 at 12:37

    Moją ulubiona książka była: Zerko czyli Trzy dni w Karlikanii. Niesamowite przygody bohatera i piękne, niezwykle interesujące i inspirujące wprowadzenie w świat matematyki. Pozostałe części równie fajne, aż szkoda, że aktualnie tak trudno ją znaleźć.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Mama czytelniczka
    19 czerwca 2020 at 21:33

    Bajki wraz ze swoimi czarownymi zapachami, hipnotyzującymi barwami i wspaniale kreślonymi postaciami doprowadziły mnie do miejsca, w którym jestem. Moją polonistyczną duszę kształtowały wielkie księgi przygotowywane specjalnie dla dzieci, które gromadzili dla nas rodzice. To na nich nadbudowywały się późniejsze miłości do prozy i liryki. Bajki stały się kluczem do wielu treści. Czasem trudno było mi uwierzyć, że tak wiele obecnych w nich motywów można znaleźć w „dorosłej” literaturze, a także szeroko pojmowanej sztuce. Nigdy więc nie przestałam ich czytać. A ukochałam sobie tę, która zaczyna się od słów: „Chcecie bajki? Oto bajka!” Za wszystko – za humor, swadę, lekkość, świetnie stworzoną postać i za to, że dostałam ją, właśnie wtedy, kiedy potrafiłam przeczytać tekst samodzielnie. Dziś wabi mnie także nowymi wydaniami ze znakomitymi ilustracjami Marcina Szymanowicza. Chodzi oczywiście o „Pchłę szachrajkę”, która obecnie czeka aż małe rączki moich dzieci będą gotowe, by zdjąć ją z półki.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Natalia
    19 czerwca 2020 at 21:27

    Matko Wariatko, zacznę od tego, że w dzieciństwie trochę oszukiwałam z czytaniem, bo … uczyłam się tekstu na pamięć. Wszyscy myśleli, że już potrafię, ja natomiast już wtedy wkuwałam na blachę ?. Wydawałoby się zatem, że zapamiętam mnóstwo bajek z dzieciństwa i powinnam tu przytoczyć wszystkie te Czerwone Kapturki, królewne Śnieżki i Koty w Butach. Nic bardziej mylnego! Przede wszystkim urodziłam dwie cudowne córeczki (jedną całkiem niedawno), więc mój pociążowy mózg jeszcze nie wrócił na pełne obroty i ciężko z pamięcią i koncentracją. Być może przyczyniają się też do tego nocne pobudki, ale to tylko takie luźne przypuszczenie … ? Do rzeczy! Ukochany bajko-wiersz z dzieciństwa to „Przygody rycerza Szaławiły” Jana Brzechwy, a konkretnie fragment, który przytoczę w dzień i w nocy (nawet wybudzona ulubionym hasło-krzykiem mojego kochanego Męża: pobudka wstać, koniom wody dać!):
    Miał gier­mek Roch na imię.
    Nos od­mro­żo­ny w zi­mie
    Na gę­bie mu wy­kwi­tał
    Jak rze­pa po­spo­li­ta.
    A nade wszyst­ko Roch
    Spać lu­bił, bo był śpioch.
    I zabijcie mnie, nie wiem dlaczego, ale wprost uwielbiam ten fragment po dziś dzień. Pozdrawiam!

    Odpowiedz
    • Avatar
      Kaktusiara
      20 czerwca 2020 at 20:16

      Moja ulubiona bajka – puszek z wiewiorczej rodziny – opowieść o czterech wiewiorkach, które szykowaly się do nadejścia zimy – trzy robiły zapasy, sprzataly a puszek wygrzewal się w słońcu, cieszył ostatnimi owocami lata – magazynował wspomnienia by gdy nadejdzie zima podnosić na duchu swoje towarzyszki opowieściami o pięknie nadchodzącej wiosny.

      Odpowiedz
      • Avatar
        Kaktusiara
        21 czerwca 2020 at 14:30

        Zapomniałam dodać – piękne przesłanie, że nie samą pracą żyje człowiek i należy często ładować baterie na łonie natury – głęboko siedzi w mojej podświadomości.

        Odpowiedz
  • Avatar
    JolaM
    19 czerwca 2020 at 21:13

    W czasach kiedy dzieci nie miały tyłu zabawek, wyobraźnia stwarzała nieograniczone możliwości… dlatego szczególnie bliskie mojemu sercu były dwie książki oparte na podobnym koncepcie- „Karolcia” oraz „Pięcioro dzieci i coś”. Ta pierwsza sprawiła, że łatwo było uwierzyć w magię… Pamiętam jak przeglądałam mój zapas koralików, żeby sprawdzić czy aby na pewno jeden z nich nie okaże się zaczarowany. Co więcej, za sprawą czarownicy, która czyhała „za rogiem”, lektura wzbudzała we mnie dreszczyk emocji. No i oczywiście wspaniałomyślne życzenie głównej bohaterki okazało się pięknym zakończeniem jej przygód.
    Jeśli chodzi o bajki transmitowane w telewizji, to bardzo przypadły mi do gustu zwłaszcza „Muminki”, a to głównie za sprawą Włóczykija, w którym się „podkochiwałam”.Styl życia, który prowadził, bardzo mi imponował. Pomimo iż ostatecznie wybrałam spokojne rodzinne życie i mój mąż całkowicie różni się od wspomnianej postaci, to raz na jaki czas pojawia się w mojej duszy pewna tęsknota i pustka, którą mogłaby wypełnić samotna podróż w nieznane. Zresztą myślę, że książki i bajki, które czytaliśmy/ oglądaliśmy w dzieciństwie na pewno odegrały dużą rolę w kształtowaniu naszej osobowości, więc dlatego staram się starannie dobierać książki dla moich córek.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Ermilka
    19 czerwca 2020 at 18:59

    Niestety nie mam wspomnień bajkowo-książkowych z dzieciństwa przed szkołą, ponieważ rodzice w ogóle książek nie kupowali ani nie wypożyczali. Taki smuteczek. Nie znałam takich oczywistości jak „Czerwony Kapturek” itp. Szok, nie?Dzięki Bogu za szkolną bibliotekę! Najbardziej pamiętam „Brzydkie kaczątko”. Po prostu się z nim utożsamialam, mając poczucie niższości i kompleksy. I czekałam na czas kiedy stanę się tym łabędziem i wszystkim pokażę. Po drodze wyrosłam z kompleksów i nic nikomu nie muszę udowadniać. Za to moim dzieciom książeczki towarzyszą od urodzenia. Z bajek w tv najbardziej lubiłam „Gumisie” za rodzinną atmosferę, ciepło, humor, jedność. I że dobro zwyciężało. Podświadomie chcialam takiej rodzinki 🙂 A i mój brat świetnie naśladował głos Księciunia. Teraz przeżywam drugie dzieciństwo. Najbardziej lubię „Uśmiech dla Żabki” za to niesamowicie proste i wymowne opisanie miłości i tęsknoty, więzi matki z dzieckiem. Trafia w serce. Tak jak seria „Basia”, która doczekała się ekranizacji. „Basia” ze swoją życiowością rozkłada mnie na łopatki. Te dialogi są jak wyjęte z codzienności, nieidealne, niedopowiedziane, jak to w życiu. dlatego tak trafiają.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Kasia
    19 czerwca 2020 at 15:07

    Bajki przenoszą w inną czasoprzestrzeń. Potrafią bawić, intrygować, pobudzać do działania, pomagają wymyślać nowe zabawy, zachwycają, rozczulają. Która z bajek była moją ulubioną?
    To był „Zaczarowany ołówek”. Dzięki tej bajce wszystko wydawało mi się takie możliwe… Każde dziecko przecież posiada kredki i ołówki, ja też miałam ich mnóstwo. Więc skoro w bajce jest zaczarowany ołówek, to może jeden z moich też może być zaczarowany???
    Taki ołówek był moim życzeniem do Mikołaja „pod choinkę”. Marzyłam o takim jednym ołówku, który miałby niesamowitą moc. Oczami wyobraźni widziałam siebie jak rysuję tajemne przejścia między pokojami, jak rysuję butelkę oranżady, żeby się napić ?
    Kiedy podrosłam zrozumiałam, że nie istnieje jeden zaczarowany ołówek. To ja mogę nadać moc moim ołówkom, wszystkim jakie mam. Zaczarowana jest wyobraźnia, która nadaje mocy ołówkowi.
    I to przekazuję moim córeczkom. Że wyobraźnia przeniesie ich w cudowne miejsca, pomoże narysować każdą jedną rzecz jaką sobie wymarzą, a kredki i ołówki mają moc, jakiej nie mają inne zabawki.

    Odpowiedz
    • Avatar
      Iza
      20 czerwca 2020 at 08:14

      Moją ulubioną bajką, a raczej baśnią z dzieciństwa była Królowa Śniegu J. Ch. Andersena. Pamiętam jak dziś brązową okładkę i szare strony zapisane tylko drukiem bez obrazków. Mój 5 letni synek pewnie by się buntował na taką lekturę, ale My z bratem słuchaliśmy z zapartym tchem o losach dwójki dzieci. Książka była dla Nas ekscytująca, bo trzymała w napięciu i niesamowicie działała na Naszą wyobraźnię. Z przejęciem czekaliśmy na koniec tej historii i trzymaliśmy kciuki za uratowanie chłopca z rąk zimnej Królowej.. Przy okazji chciałabym podziękować swojej mamie, że miała dla Nas czas i zaraziła Nas z bratem miłością do książek.

      Odpowiedz
  • Avatar
    Dominika
    19 czerwca 2020 at 14:31

    Moja ukochana książka z dzieciństwa to „Plastelinowy prosiaczek z guziczkiem w nosku”. Jest to opowieść o trudnej przyjaźni, nadziei i odwadze. Kochałam tego prosiaczka o ogromnym sercu całym moim 9-letnim czlowiekiem. I płakałam za każdym razem, kiedy opowieść się kończyła. Do dzisiaj mam ogromny sentyment do tej książeczki. Mam już ją ponad 30 lat i jest „wyczytana” do cna. A jej czas się jeszcze nie skończył ?

    Odpowiedz
  • Avatar
    Aldona
    19 czerwca 2020 at 13:33

    A moją ulubioną bajka z dzieciństwa, ale takiego prawdziwego dzieciństwa jest Jaś i Małgosia. Uwielbialam słuchać, uwielbiałam oglądać ilustracje i mam ją do dziś i dzieci też uwielbiają

    Odpowiedz
  • Avatar
    Kasia
    19 czerwca 2020 at 13:19

    Moją ulubioną bajką z dzieciństwa byla 101 dalmatyńczyków. Byłam ogromną fanką! Miałam kolekcję figurek, karteczki, pluszaki, piżamkę i nawet skarpetki ( choć do tej pory zastanawiam się jak rodzicom udało się zdobyć te ubranka w czasach gdy prawie nic nie było albo było bardzo drogie). I oprócz książki miałam też kasetę video, ogladaną chyba milion razy! Historia ta była moja ulubioną, ponieważ zaczynała się romantycznie, miłością od pierwszego wejrzenia, pozniej pojawiała się pełna troski miłość rodzicielska gdy pojawiają się małe pieski, są również chwilę grozy i strachu gdy pojawia się Cruella deMon, i wielkie poszukiwania na szczęście zakończone happy endem. Myślę że historia ta bardzo dobrze odzwierciedla życie pełne różnych zdarzeń czasem dobrych czasem złych, chwilę smutku i radości, ukazuje ważne wartości jak miłość, przyjazn, pomoc innym, i że w domu pełnym ciepła i miłości znajdzie się miejsce dla wszystkich.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Malina
    19 czerwca 2020 at 10:49

    M-uminkowa kraina niosła wspaniały przekaz,
    U-miejętnie też bawiła do łez.
    M-igotka – kwintesencja mnie w dorosłości
    I-wielka Buka, której bał się cały dziecięcy świat.
    N-iewiele wówczas miałam lat
    K-iedy w każdą środę zasiadałam przed tv.
    I – wiecie co? Teraz już nie ma tak prawdziwych, wartościowych bajek, dlatego często wracam do tej mojej, jedynej, ulubionej….

    Czy Włóczkij przybrał swe imię od włóczenia, czy może jednak od kija?
    Czy Buka naprawdę może zamrozić cały świat?
    Te i inne pytania nurtują niejednego wielbiciela wyjątkowej bajki Muminki. Z biegiem lat odtwarzam mojej córce te niesamowite przygody rodziny Muminków. Obecnie, nie rozumie jeszcze uniwersalnego przekazu wartości płynących z muminkowej krainy białych stworków, ale ja za każdym razem uśmiecham się, gdy widzę na ekranie te sympatyczne postacie z mojej ulubionej bajki.
    P.S. Jak nazywała się Mama Muminka, zanim urodziła Muminka? ?

    Odpowiedz
  • Avatar
    Justyna
    19 czerwca 2020 at 10:26

    Moją ulubioną bajką z dzieciństwa była opowieść o… Tarzanie 😀 Zadaniem mojego taty było opowiadanie mi bajek na dobranoc, a on nie znał zbytnio bajek dla małych dziewczynek 😀 a domagałam się podobno, że bajka musi być opowiedziana, nie przeczytana. Więc biedny tata opowiadał co znał 😀 ale pamiętam te emocje, to było coś niesamowicie ciekawego. Jako małe dziecko marzyłam, żeby pojechać do dżungli i podglądać goryle 😀 biedny tata musiał opowiadać to w kółko codziennie przez baaardzo długi czas 😉

    Odpowiedz
  • Avatar
    Agulec
    18 czerwca 2020 at 23:54

    A dla mnie najlepszymi bajkami były te wymyślane przez prababcie, opowiadane pod jej wielką, puchatą pierzyną ❤️

    Odpowiedz
  • Avatar
    Justyna
    18 czerwca 2020 at 23:32

    Ulubionych bajek miałam całą masę !!! Dodatkowo nie mieliśmy w domu telewizji, więc w latach 90 zaczytana byłam dosłownie we wszystkim. NAJ-ulubiona jednak została w sercu i to niezaprzeczalnie jest Król Lew. Książka z ilustracjami Disneya towarzyszyła mi wszędzie. Teraz czytam ją mojej 2-letniej córce. Miałam wszystko co tylko możliwe z tym motywem, ubrania kupione na bazarze (wyproszone u Babci), pościel i zasłony (nie mam pojęcia jak moja Mama zdobyła ten materiał!!?!), zeszyty, karteczki (skrzętnie zbierane i wymieniane z koleżankami)i wszystko wszystko dosłownie co udało mi się zdobyć. Był taki magazyn Dumbo potem zmienili nazwę na Disney i ja, dzięki któremu przenosiłam się do świata Disneya (ostatnio odnalazłam te gazetki poskładane na strychu i wspomnienia wróciły. Mam 30 lat i nadal uwielbiam Króla Lwa, kto też tak ma niech się zgłasza 😉

    Odpowiedz
    • Avatar
      Milena
      21 czerwca 2020 at 00:02

      Moja ulubiona bajka z dzieciństwa to książka pt. : ” O psie, który jeździł koleją… ” Romana Pisarskiego. Do tej pory pamiętam jasnożółtą okładkę z ceglanym budynkiem dworca kolejowego w tle i psem stojącym przy torach oraz czuję zapach jej kartek… A była to książka ‚po przejściach’ wypożyczona w bibliotece. A dlaczego ją lubię? Wiele lat temu miałam suczkę, która podobnie jak Lampo stała się bohaterką i uratowała mojego brata przed rozpędzonym autem, sama tracąc życie. Gdy czytałam tą książkę po raz pierwszy płakałam jak bóbr, bo naprawdę szkoda było mi tytułowego Lampo. (Z resztą nawet teraz na samą myśl o niej wzruszam się…) Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że kilka lat później mój własny pies stanie się moim największym w życiu bohaterem i najwierniejszym przyjacielem. Nigdy o niej nie zapominam ? Nie mogę się doczekać, kiedy mój Synek (wielki fan pociągów) urośnie i pozna historię Lampo.

      Odpowiedz
  • Avatar
    ta.dosia
    18 czerwca 2020 at 22:12

    Moją ulubioną z dzieciństwa był Kapitan Tsubasa – stara, japońska anime, ktorą puszczali na Polonia 1 o poranku. Lubiłam ją chyba dlatego, że oglądałam ją razem z tatą przed wyjściem do przedszkola – z pasją obserwowaliśmy rozwój meczu piłkarskiego, który za każdym razem trwał chyba z 8 odcinków, boisko było tak wielkie, że bramki chowały się za horyzontem, a kopnięta piłka miała kształt rogala… Abstrakcja 🙂 Ale oglądane z tatą było super. Ostatnio przez przypadek trafiliśmy na tę bajkę w telewizji. Tym razem oglądałam ją z moim 2letnim synkiem. I znów zadziałała magia wspólnego oglądania. Było „wooow” i „aaaah”. Koło się zamyka, tradycja trwa 🙂

    Odpowiedz
    • Avatar
      Dorota
      19 czerwca 2020 at 08:24

      Moja ulubiona bajka to Kopciuszek.
      Uwielbiałam do niej często wracać,ponieważ w cielalsm się w rolę dziewczynki którą była skromna i dobra,a źle traktowana. Na szczęście zakończenie jest wspaniałe kiedy po ślubie ja książę be względu na pochodzenie. Dziewczynka też wybacza mscosze i siostro,które źle ją traktowaly. Bajka rozczula mnie do dziś.

      Odpowiedz
  • Avatar
    Dominika
    18 czerwca 2020 at 19:45

    Zdecydowanie opowiadanie „Wyżełek” z książki „Mały pokój z książkami” Eleanor Farjeon. Piękna opowieść o wrażliwości, miłości do zwierząt i ludzi (miłości do rodzica i do ukochanej). Idealnie dobrane proporcje humoru i wzruszeń. Czytałam jako dziecko, wracam do tego opowiadania nawet teraz, jakiś czas temu przeczytałam nawet mojemu mężowi i strasznie mu się spodobało, choć nastawiony był sceptycznie, że jak to, będzie słuchał bajki dla dzieci… Naszym dzieciom też czytamy, chociaż są jeszcze ciut za małe, żeby w pełni docenić takie opowieści. Polecam wszystkim, choć zwłaszcza miłośnicy zwierząt będą zachwyceni.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Ana
    18 czerwca 2020 at 19:13

    Pytanie niby proste a odpowiedź nie łatwa… pochodzę z wieloletniej rodziny gdzie ksiazki przechodzily z braci na brata a pozniej na sioste.Bajki opowiadał nam tato gdy kladlismy się spać. Jednak jedna z tych ulubionych ksiazek w domu byla ksiazka Kubus Puchatek. Dlaczego no cóż to była najwspanialsza opowieść z lasu w dodatku czytana przez starsze rodzeństwo. Zawsze opowieści czytane kolejno przez 5 braci były równie żywe jak nasze przygody. To one sprawiały że czuliśmy się wieczorami oczarowani i zaczarowani to właśnie kochałam w tych wspólnych wieczornych przygodach. Przwnosily nad do takich labiryntow gdzie mogliśmy z uwaga co będzie za kolejna kartka ale i niecierpliwością czekać na konieco. Jak dziś pamiętam ta książkę gdy zamykam oczy wygląd zapach ten głos czytania i oczekiwania na przygodę z lasu. To był nasz labirynt w nieznane.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Ania
    18 czerwca 2020 at 19:12

    Pytanie niby proste a odpowiedź nie łatwa… pochodzę z wieloletniej rodziny gdzie ksiazki przechodzily z braci na brata a pozniej na sioste.Bajki opowiadał nam tato gdy kladlismy się spać. Jednak jedna z tych ulubionych ksiazek w domu byla ksiazka Kubus Puchatek. Dlaczego no cóż to była najwspanialsza opowieść z lasu w dodatku czytana przez starsze rodzeństwo. Zawsze opowieści czytane kolejno przez 5 braci były równie żywe jak nasze przygody. To one sprawiały że czuliśmy się wieczorami oczarowani i zaczarowani to właśnie kochałam w tych wspólnych wieczornych przygodach. Przwnosily nad do takich labiryntow gdzie mogliśmy z uwaga co będzie za kolejna kartka ale i niecierpliwością czekać na konieco. Jak dziś pamiętam ta książkę gdy zamykam oczy wygląd zapach ten głos czytania i oczekiwania na przygodę z lasu. To był nasz labirynt w nieznane.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Ania
    18 czerwca 2020 at 17:32

    A ja nie będę oryginalna i powiem, że Król Lew to jest zdecydowanie bajka mojego dzieciństwa. Była to nasza pierwsza wyprawa do kina z Rodzicami, do tej pory pamiętam zapach popcornu i starych foteli w kinie, które dzisiaj już nie istnieje. Chłonęłam każdą jedną sekundę na ekranie, każdym centymetrem swojego małego 6-letniego ciała. I ten dreszcz emocji w zeszłym roku, kiedy Mąż zabrał mnie na randkę do kina na nową cyfrową wersje. W głowie milion pytań, czy sprosta Dziecięcemu ideałowi, czy rozczaruje czy nie. Płakałam jak bóbr jak tylko usłyszałam pierwsze nuty ścieżki dźwiękowej na sali kinowej, Ignaś wtedy jeszcze w brzuchu (8miesiąc ciązy) wiercił się cały seans a ludzie dookoła obserwowali mnie jak jakaś nienormalną, bo wszystkie piosenki z oryginalnej wersji znałam na pamięć i śpiewałam bezgłośnie oczywiście z dwoma wodospadami łez płynącymi po policzkach (ciążą i hormony ;)). Wytoczyłam się z kina dosłownie, wyglądałam jak panda, ale nic mnie to nie obchodziło, bo znowu byłam 6letnią Dziewczynką, która ze szczęścia unosiła się 5cm nad ziemią . Dwa idealne momenty wspólny wieczór z Rodzicami i z Mężem to zostaje wyryte w pamięci na zawsze 🙂

    Odpowiedz
  • Avatar
    Mom of two boys
    18 czerwca 2020 at 14:31

    Najbardziej pamiętam bajki na rolkach jak od aparatu, które tata wyświetlał nam na rzutniku analogowym. Pamiętam te sprzeczki z rodzeństwem, od której bajki zaczynamy, oczekiwanie na wieczór, żeby móc je wreszcie obejrzeć, czy zaczarowanie podczas oglądania.
    Kilka miesięcy zrobiliśmy próbę pokazania naszego dziecięcego świata synowi (lat 3), który po wybraniu bajki Krasnal Hałabała i wyświetleniu pierwszego slajdu zapytał się kiedy w końcu puścimy bajkę… ale się nie poddajemy, za rok druga próba!

    Odpowiedz
  • Avatar
    Paulina
    18 czerwca 2020 at 14:25

    Od razu pomyślałam o bajce w telewizji, których wtedy było niewiele… Moją ulubioną była Gumisie, bo zawsze po skończonym odcinku odgrywałam ich przygody z moim młodszym bratem wcielając się w Sani i Kabi, a postać Buni do dzisiaj kojarzy mi się z moją babcią, która piekła najlepsze ciasto na świecie! Czołówkę zaśpiewałabym chyba w środku nocy 🙂 Potem przyszła pora na Kapitana Tsubasę, którego oglądałam z bratem i tatą – oni skupiali się na aspektach taktycznych gry, a ja do dzisiaj pamiętam jak z wypiekami na twarzy wpatrywałam się w głównego bohatera…
    Jeśli chodzi o książki z bajkami, to najbardziej pamiętam serię Disneya, którą zamówił nam tata w Klubie Przyjaciół Książki (chyba tak to się nazywało), które przychodziły co miesiąc i czytaliśmy je do znudzenia. Teraz książki i tę rolę przejął mój syn, który emocjonuje się przygodami 101 dalmatyńczyków czy Simby, który ratuje słonia.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Doni
    18 czerwca 2020 at 13:21

    Takie proste pytanie, a tak ciężko się zdecydować na odpowiedź! Moje typy zmieniały się co kilka miesięcy, a to wszystko za sprawą mojej babci. Mieszkaliśmy daleko, z ukochaną babcią widywalam się rzadko, ale co 2 miesiące dostawał od niej paczkę z książką. Babcia zapisała mnie wtedy do klubu książki, i to do niej przychodziły książki Disneya. A ona je pięknie pakowała, dołączała list ze swoimi spostrzeżeniami dotyczącymi danej bajki i wysłała mi te cudeńka. Nie muszę wspominać jak czekałam, jakie emocje towarzyszyły otwieraniu paczki a potem czytaniu książki po 100 razy! Zakochana byłam w Królu Lwie, Zakochanym Kundlu, Kopciuszku ale chyba taki hit to Toy Story! Zresztą to widać po stanie tej książki:) Ale całą kolekcję (ok 30 książek) mam do dzisiaj, teraz to ukochane książki moich dzieci. One też zostały fanami Chudego i Buzza, wszyscy zaliczyliśmy w tamtym roku 4 część kinowych przygód tej ekipy i pewnie jeszcze nie raz obejrzymy wszystkie części tej bajki. Bo przecież „Ty drucha we mnie masz..” jest wciąż bardzo aktualnym przesłaniem.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Ania
    18 czerwca 2020 at 11:37

    Mam dwie wspaniałe serie. Pierwsza o Emilce oczywiście Lucy Maud Montgomery. Marzyłam, żeby być jak Emilka, mieć takie przygody jak ona i być tak kochaną jak ona oczywiscie. Te książki towarzyszyły mi kilka dobrych lat. Codziennie musiałm przeczytać chociaż kilka stron. Czytałam inne książki jednocześnie, ale Emilka była obowiązkowa, jak powietrze.

    A druga seria, która towarzyszyła mi od urodzenia to Trylogia. Moja mama jest polonistką i kocha książki. Od małego wprowadziła obowiązek czytania mi i bratu conajmniej półgodziny dziennie. Czytać miał tata. 🙂 Mama nie okresliła, co ma czytać, więc tata wybrał, to co kocha. Dzięki temu znam Trylogię na pamięć. Uwielbiałam chwile z bohaterami i zaangażowanie w głosie taty. W zimowe wieczory zdarzało się, że czytał całe godziny.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Ania
    18 czerwca 2020 at 11:35

    Mam dwie wspaniałe serie. Pierwsza o Emilce oczywiście Lucy Maud Montgomery. Marzyłam, żeby być jak Emilka, mieć takie przygody jak ona i być tak kochaną jak ona oczywiscie. Te książki towarzyszyły mi kilka dobrych lat. Codziennie musiałm przeczytać chociaż kilka stron. Czytałam inne książki jednocześnie, ale Emilka była obowiązkowa, jak powietrze.
    A druga seria, która towarzyszyła mi od urodzenia to Trylogia. Moja mama jest polonistką i kocha książki. Od małego wprowadziła obowiązek czytania mi i bratu conajmniej półgodziny dziennie. Czytać miał tata. 🙂 Mama nie okresliła, co ma czytać, więc tata wybrał, to co kocha. Dzięki temu znam Trylogię na pamięć. Uwielbiałam chwile z bohaterami i zaangażowanie w głosie taty. W zimowe wieczory zdarzało się, że czytał całe godziny.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Ania S
    18 czerwca 2020 at 10:52

    Dopiero niedawno obejrzałam filmową ekranizację „Misia Paddingtona” i całe moje dzieciństwo miałam przed oczami. Uwielbiałam historię o niezdarnym niedźwiadku, marzyłam o wycieczce do Londynu, a będąc na dworcu kolejowym zawsze miałam nadzieję, że zza rogu wyłoni się Paddington w kapeluszu. Mi się nie udało go spotkać, ale może mój Julek będzie miał więcej szczęścia.

    Odpowiedz
  • Avatar
    agnieszka
    18 czerwca 2020 at 08:41

    A ja lubilam nielubiana Krolewne Sniezke lub Spiaca Krolewne. Nie pamietam co to byla za ksiazka, ale pamietam jej zolta, twarda okladke, zapach bibliotecznej stechlizny i to, ze czytal mi ja moj tata! Byla to lektura szkolna, ja nie potrafilam przez nia przebrnac i z pomoca przyszedl mi ojczulek. Moim zadaniem bylo jedynie/ az sluchac i nie zasnac. Szkoda, ze w liceum nie powtorzylismy tego z Potopem???Pozdrawiam

    Odpowiedz
  • Avatar
    Ola
    18 czerwca 2020 at 08:20

    W dzieciństwie najbardziej lubiłam wieczorami przed razem z siostrami słuchać bajek na kasetach magnetofonowych. Naszą ulubioną bajką była Ośla Skórka – baśń ludowa spisana przez Charles’a Perraulta. Niby zwykła historia o biednej dziewczynie, która w końcu zostaje zauważona, ale było w niej zawsze coś szczególnego, magicznego. Pamietam, że też sposób przedstawienia bajki w formie słuchowiska, takiej bajki audio dawał ogromny efekt, bo wystarczyło tylko zamknąć oczy i już można było przenieść się do tego świata, gdyż wszystkie te dźwięki były tak rzeczywiste, że zdawało się jakby się tam było.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Paulina
    18 czerwca 2020 at 07:41

    Dom wypełniony książkami, które nie mieściły się na regale zbudowanym przez Tatę na całą ścianę.Dolne półki to było moje królestwo. Mama, wtedy bibliotekarka gromadziła dla mnie piękne wydania bajek,często z dedykacjami od autorów. Najukochańsze były baśnie Braci Grimm, w szarej, szorstkiej okładce. Opowieść o zdartych pantofelkach, o psach i krzesiwie nie dawała mi spokoju, a zarazem fascynowała. Na tle innych wydawnictw ta książka wydawała mi się taka dorosła, prawdziwa- a morały z niej płynące ostateczne.
    Ogromna kolekcja książek spaliła się 8 lat temu ale od tego czasu z miłością buduję biblioteczkę swoim dzieciom. Historia zatoczyła koło, u córki stoi regał zbudowany przez mojego Tatę …a książki dwójki dzieci leżą wszędzie. Bracia Grimm muszą jeszcze zaczekać ale towarzyszy im już inna moja ukochana bajka, Pyza na polskich dróżkach.
    Ogrom pięknych współczesnych wydawnictw zachwyca i zajmuje stałe miejsce w naszym budżecie, odbudowanie kolekcji to moje marzenie.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Paula
    18 czerwca 2020 at 07:18

    Moja ulubiona książka z dzieciństwa, najcudowniejsza i najpiękniejsza „Ania z Zielonego Wzgórza”. Jej romantyzm, wyobraźnia oraz szalone pomysły, które nie raz sama chciałam wypróbować?. Piękno ukazanej przyrody w książce zachwycało, zresztą do dzisiaj tak jest kiedy siadam z książką w ręku, bardzo lubię do niej wracać. Uwielbiam też film z 1985r na podstawie ksiazki, że świetna rolą Megan Follows.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Edyta
    18 czerwca 2020 at 05:54

    Moja książka z dzieciństwa był „Krecik w mieście” dostałam ją od taty i najpierw on mi ja cxytal potem ją sama.Podobalo mi się jak walcza o swoje miejsce, ich bohaterska postawa a z drugiej strony strach i nie wiadoma co będzie dalej? Gdzie ich zabiora? Teraz książkę po przejściach 🙂 czytam moim chłopakom i wracamy do niej równie często jak ją do niej

    Odpowiedz
  • Avatar
    Ania
    18 czerwca 2020 at 05:42

    Jako moją ulubioną książkę pamiętam dużą kartonówkę „Wally zwiedza świat”.Miała takie kółko podzielone na części jak w „Koło fortuny” i na każdej z nich był przedmiot,który trzeba było znaleźć.Wciskało się,uruchamiało losowanie i na każdej ze stron szukało się wybranej rzeczy :)Ale to była zabawa! No i teraz już wiem czemu moja mama tak lubiła tę ksążkę 😉 Dzięki niej zapewne miała chwilę spokoju dla siebie 😉 Jest też ulubiona książka do czytania 🙂 „Przygody Baltazara Gąbki”.To była też ulubiona mojego taty,którą czytał mi,gdy sama jeszcze nie umiałam tego robić 🙂 Pamiętam czarno białe obrazki krokodyla i okrągłego kucharza 🙂 I towłaśnie dzięki mojemu tacie ,ja dzisiaj kocham książki.Oczywiście najbardziej te dla dzieci 😉

    Odpowiedz
  • Avatar
    Agata
    18 czerwca 2020 at 02:19

    Uwielbiam Anie z Zielonego wzgórza , nie jest to co prawda bajka na dobranoc , ale wspomnienia niesamowite. Przepadałam z książka na kilka godzin , leżąc pod ukochana jabłonką i marzyłam – czytając. O dużym domu na wsi o przyjaźni o księciu na białym koniu . Łzy wzruszeniu przeplatały się z salwami śmiechu. Taka jest Ania . Dla moich synów za bardzo „dziewczyńska” , ale nie mogę się doczekać kiedy zacznę ja czytać swojej niespełna dwuletniej córeczce. Znów będę mogła pomarzyć i wrócić wspomnieniami do mojej jabłonki ….

    Odpowiedz
  • Avatar
    Ania
    17 czerwca 2020 at 22:37

    Pamiętam wiele bajek ale najbardziej wyczekiwaną był zawsze Reksio i ta muzyczka z początku bajki…? Zabawne przygody przyjaciół z podwórka, ich kreatywne pomysły zawsze wywoływały natychmiastowy uśmiech, choć często pomieszany z niepewnością i obawą jak zakończy się kolejna przygoda pomysłowego psiaka, czy uda mu się wyjść z opresji, jakie rozwiązanie kłopotu wymyśli, komu tym razem będzie chciał nieść pomoc i czy mu się to uda. To krótkie historyjki z subtelnie ukrytym morałem pokazane bez słów w fantastycznie prosty sposób. Teraz chętnie czytam swojemu synowi to co dawniej oglądałam. On także uwielbia wesołego Reksia i jego podwórkowych kompanów, a co najważniejsze rozumie już przekaz książki, że trzeba być przyjacielskim i pomocnym, szukać nieszablonowych rozwiązań. A specyficzna muzyczka z bajki zawsze kołacze mi się w głowie podczas monotonnych zajęć?

    Odpowiedz
  • Avatar
    Magda Lena
    17 czerwca 2020 at 22:00

    W dzieciństwie najbardziej kochałam „Muminki” (te telewizyjne i te książkowe), a widok wdzięcznych pyszczków towarzyszył mi przez całe lata.
    Popołudniami zagłębiałam się w lekturze, a potem z niecierpliwością wyczekiwałam na muminkową wieczorynkę. Przygody uroczych trolli i ich przyjaciół były o wiele ciekawsze niż przeżycia bohaterów innych bajek. Często wywoływały dreszczyk i sprawiały, że historię czytało się (lub oglądało) z zapartym tchem. Wciąż wprowadzano nowe, oryginalne postaci, choć moimi ulubieńcami w tym zakresie pozostali Buka i Hatifnatowie. Z „Muminków” pochodzi największy koszmar mojego dzieciństwa – Czarownica. Przerażały mnie jej głos (brrr…) i złote oczy, które wwiercały się we mnie i przeglądaly na wskroś… Mimo wszystko, w książkach i kreskówkach o fińskich stworkach nie było postaci bardzo złych, okrutnych- każda postać miała w sobie pierwiastek dobra. Najbardziej polubiłam Alicję -miłą dziewczynę, która miała zostać czarownicą- choć wielu bohaterów przypominało mi kogoś znajomego i budziło sympatię. Mówiąc o „Muminkach”, nie mogę pominąć piękna doliny, w której trolle mieszkały. Jako miłośnik przyrody często wyobrażałam sobie, że płynę na chmurce do Doliny Muminków – raju dla botaników, oazy spokoju i… mówiąc krótko: miejsca, w którym chciałabym żyć. Dlatego niezmiernie cieszy mnie tworzenie podobnego miejsca w Polsce?

    Odpowiedz
  • Avatar
    JB
    17 czerwca 2020 at 21:57

    O ja! Najlepszy i najukochańszy zawsze będzie Król Lew, jednak z największym sentymentem wspominam „Miecz w Kamieniu” mój pierwszy, oryginalny VHS tak zjechany jak chyba żaden inny. Dostałam Go od Gwiazdora! Pamiętam do dziś pierwszy seans z najbliższą, wtedy przyjaciółką w jej rodzinnym domu, przy kominku pod kocykiem na dywanie pół metra od telewizora 😀 to jedno z tych wspomnień gdzie pamiętasz każdy najdrobniejszy szczegół! Wtedy jeszcze nie grali chyba takich bajek w naszych kinach, także taka bajka na kasecie to był SZTOS! Nie wiem skąd rodzice ja mieli ? Ciepła historia, pełna dobroci, nauki, a do tego pamiętam że śmieszyła nas za każdym razem.
    Doskonała klasyka Disneya, później każdy kolejny film Dona Bluntha… Wszystkie psy idą do nieba, Amerykańska opowieść… dziś już nie piszą takich historii… ?

    Odpowiedz
  • Avatar
    Basia
    17 czerwca 2020 at 21:43

    Ulubiona bajka z dzieciństwa to Mary Poppins, a dlaczego? Bo to jest i nie jest bajką jednocześnie. Kto jako dziecko nie chciałby mieć opiekuna, który potrafił przylecieć na parasolu albo latać pod sufitem ze śmiechu? Jako dziecko zawsze zastanawiałam się czy parasol, który dostałam pozwoli mi latać. Książkę zaczęłam czytać, bo Tata obiecał mi, wówczas 8-letniej dziewczynce, że jeżeli ją przeczytam to kupi mi perfumy. Poczułam się taka dorosła, bo przecież perfumy są dla dorosłych kobieta, a nie dla małych dziewczynek. Książkę przeczytałam z zapałem, spodobała mi się tak bardzo, że zamiast poprzestać na jednej przeczytałam całą serię. Tato obietnicy dotrzymał – perfumy dostałam, taką maluteńką fiolkę z kulką.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Małgorzata
    17 czerwca 2020 at 21:43

    „Dżeki i Nuka” o dwóch małych niedzwiadkach. Zarówno uśmiech jak i łzy wywoływały u mnie ich przygody. I to czekanie na kolejny odcinek bo martwiłam się o małe niedźwiadki.
    Z ogromnym sentymentem wspominam książeczki z serii ” Poczytaj mi mamo” i bajkę ” Niebieska dziewczynka” albo bajkę „Agnieszka opowiada bajkę” gdyż sama też chciałam mieć kotka … i wiele innych.

    Odpowiedz
  • Avatar
    anna
    17 czerwca 2020 at 20:23

    Moje pokolenie łobuziaków wychowało się na Muminkach, Smerfach i Kubusiu Puchatku. Dawniej dzieci nie miały takiego dostępu do telewizji i bajek jak teraz mają młodsze pokolenia i nasze dzieci. Dlatego tak bardzo czekało się na tą upragnioną i jedyną dobranockę wieczorem przed snem. Od najmłodszego urwisa kochałam Muminki oglądać a później czytać 🙂 Było w nich coś tajemniczego, wręcz psychodelicznego a zarazem pogodnego i zabawnego. Psotna Mała Mi, Panna Migotka pełna wdzięku, Muminek i Włóczykij zawsze chętni do odkrywania nowych przygód i wielu innych ciekawych postaci z tej bajki, których wspomina się do dziś. Gdy zostałam mamą a córka trochę podrosła wiedzialam, że najlepszą seria książek będą właśnie Nasze kochane Muminki i się nie pomyliłam. Jak córka tylko skończyła 3 latka co wieczór czytam jej właśnie Muminki i są to jej ukochane książki do snu. A śnić po nich można jak w prawdziwej bajce pełnej przygód. Polecam każdemu 🙂

    Odpowiedz
  • Avatar
    Justyna
    17 czerwca 2020 at 19:32

    Zdecydowanie ” Pan Samochodzik i Niesamowity Dwór”. Pierwszy raz przeczytałam jak miałam osiem lat. Z wypiekami na twarzy, nie słysząc nic i nikogo przemierzałam wehikułem pana Tomasza polskie drogi. Najbardziej kręciło mnie to, że mogłam się kontrolowanie bać. Z wielkim sentymentem wracałam do rodzinnego domu i fotela, w którym po raz pierwszy przeczytałam te książkę. Dziś nie mogę zrozumieć że seria nie robi wrażenia na moim starszym synu…:)

    Odpowiedz
  • Avatar
    Ela
    17 czerwca 2020 at 19:16

    Książką mojego dzieciństwa jest utwór „Miała babunia wnucząt czterdzieścioro”.Utwór z zamierzchłej epoki, którą dostałam w prezencie od ukochanej cioci. Teksty wierszowane opatrzone cudownymi ilustracjami, które pozwoliły mi poznać wspaniały świat literatury. Dzięki temu utworowi uczyłam się czytać, pisać a rysunki przenosiły mnie inny, kolorowy świat wyobraźni. Obecnie „stara” książeczka, opatrzona licznymi próbami pierwszych liter, z luźnymi, szytymi kartkami „służy” mojemu synkowi. Mam ogromną nadzieję, że utwór ten znajdzie drogę do serca mojego dziecka i będzie nie tylko sentymentalną pamiątką na regale z książkami.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Ola
    17 czerwca 2020 at 17:09

    „Dwie Dorotki” Janiny Porazińskiej. Miałam taką zieloną książkę z bajkami autorki, ale zawsze chciałam, żeby Tatuś na dobranoc czytał zawsze Dorotki. Moja książka nie miała praktycznie żadnych obrazków, ale cała historia tak działała na moją wyobraźnię, że nie były potrzebne.

    Odpowiedz
  • Avatar
    malaaga01
    17 czerwca 2020 at 15:01

    „Dzieci z Bullerbyn” – bo czułam się, jakbym była tam razem z bohaterami. Razem z nimi nawlekałam poziomki na źdźbła trawy, miałam twarz osmoloną od przejeżdżających samochodów i szłam z Anną i Lisą po zakupy i… zapominałam kupić kawałek kiełbasy dobrze obsuszonej:)

    Odpowiedz
    • Avatar
      Wiolka
      17 czerwca 2020 at 18:08

      A ja uwielbiałam Toy Story. I to tak, że żałowałam, że Chudy woli pastereczkę. Czemu polubiłam taką bajkę? Może to przez to, że sama chciałam mieć samodzielne zabawki? Na wszelki wypadek, gdyby moje Barbinki ożywały, zawsze sprawdzałam, czy leżą tam, gdzie je zostawiłam (dzisiaj pewnie robiłabym im zdjęcia komórką) i zawsze przepraszałam, jak którąś dziabnęłam igłą podczas szycia nowych outficików ; D

      Odpowiedz
  • Avatar
    Olga
    17 czerwca 2020 at 14:38

    Najcudowniejsza historia z dzieciństwa to „Karolcia” 🙂 Czytała mi ją moja Babcia. Dostałam od Niej taki sam jak w powieści niebieski koralik i do dzisiaj wierzę z całą stanowczością w jego magiczną moc 🙂

    Odpowiedz
    • Avatar
      Katarzynka
      20 czerwca 2020 at 21:49

      Książka którą budzi we mnie najwięcej emocji jak i wspomnień z błogiego dzieciństwa to ,, Pan Kleks”… Czemu? Uwielbiałam jak tata mi czytał co wieczór, do każdej postaci przybierał inny głos a ja jako 8 letnia dziewczynka śmiałam się na całą kamienicę. To były cudowne chwilę, tylko Nasze chwile…

      Odpowiedz
  • Avatar
    Aeviene
    17 czerwca 2020 at 13:33

    Ukochaną bajką mojego dzieciństwa jest Kubuś Puchatek. Kojarzy mi się z czasami kiedy jako mała dziewczynka leżałam wieczorami w łóżku, Mama siadała obok i czytała mi wciąż i wciąż te same dwie książki o Kubusiu. Nic nie pobije Tygryska w wykonaniu mojej Mamy, do dziś na samo wspomnienie obie wybuchamy śmiechem. Ostanio przeczytała moim synkom ten właśnie fragment jak to Kubuś poznał Tygryska i mimo, że są jeszcze za mali żeby zrozumieć treść, to z Babcinego wykonania tygryskowych dźwięków śmiali się obaj.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Karolina
    17 czerwca 2020 at 12:24

    Zawsze lubię wracać do beztroskiego dzieciństwa, do historii przyjaźni i niesamowitej więzi, którą każdy z nas chciałby mieć, czyli do książki „Dzieci z Bullerbyn”. Warto zacząć czytać na jesień, aby poczuć klimat i przenieść się oczami wyobraźni do zagrody Środkowej, Północnej i Południowej.

    Pamiętam drogę ze szkoły dzieci z Bullerbyn”:
    „Idziemy i rozmawiamy o wszystkim, co zdarzyło się w szkole, a czasem opowiadamy sobie bajki albo też rozmawiamy o tym, co będziemy robić, gdy dorośniemy, i różne takie inne rzeczy. Czasem siadamy sobie na skraju drogi i odpoczywamy trochę, a czasem włazimy na drzewa lub idziemy po płocie zamiast po drodze, żeby nie było zawsze tak samo”.

    I te liczne, pomysłowe zabawy – kto będzie najdłużej trzymał w ten sposób cukierek w ustach, by się nie rozpuścił, kto najdłużej potrafi wstrzymać oddech, kto najdalej potrafi pluć… Ach…

    Teraz czytamy z 7-letnim synkiem wieczorami po kilka stron.:)

    Odpowiedz
    • Avatar
      Patrycja
      17 czerwca 2020 at 14:22

      Moja ulubiona bajka to „król lew” pamiętam że mieliśmy ja na kasecie. Razem z bratem mogliśmy ja oglądać przynajmniej raz w tygodniu. Lubiłam też „franklina” bardzo dużo było przekazanej treści która występuje w życiu codziennym. Te bajki mają swoje morały i wartości. Postacie to są zwierzęta które w moim życiu odgrywały kluczową rolę. Teraz kiedy jestem mamą staram się zarazić moje dzieci bajkami które mają sens. Po raz kolejny sięgam po książki z dzieciństwa . A mój syn który teraz pochłania wiedzę sam upomina się przed snem o przeczytane bądź obejrzenie tych bajek.
      Co prawda nie wierzę w konkursy i ich wygrana byłaby dla nas zaskoczeniem. Ale dzięki temu wpisowi i zachęcie do odpowiedzi na pytanie konkursowe wróciłam do wspomnień z własnego dzieciństwa.
      A książeczki sprawiłyby dla moich dzieci wielką radość-kochają je a tym bardziej kiedy w nich jest jakiś sens który daje też dużo podpowiedzi w życiu codziennym.

      Odpowiedz
    • Avatar
      Broska
      17 czerwca 2020 at 21:07

      Uwielbiałam Karolcie…dzięki niej i z nią mogłam wszystko! Bylam jak ona,choć bez koralika a jednak z mocą…teraz łapie się na tym, że szukam takiego koralika, by zmienić świat…jakbym straciła swoje moce z dzieciństwa;) dobrze że córka je posiada i czaruje za mnie,i co ważne dla mnie!♡

      Odpowiedz
      • Avatar
        Agata
        18 czerwca 2020 at 01:56

        Uwielbiam Anie z Zielonego Wzgórza mimo , ze nie była to bajka na dobranoc. Czytałam wszystkie części Ani z zapartym tchem . One w czasach gdy byłam nastolatka powodowały ze przepadałam na kilka godzin , leżąc pod jabłonką, pełną cudownych owoców i marzyłam , czytając . O ogromnym domu na wsi , przyjaźni , o księciu na białym koniu. Łzy wzruszenia przeplatały się z salwami śmiechu taka była Ania z Zielonego Wzgórza , pewnie zbyt „dziewczyńska” dla moich synów , ale już nie mogę się doczekać kiedy zacznę czytać ja swojej niespełna dwuletniej córeczce , znów zacznę marzyć i przeniosę się pod moja jabłonkę ….

        Odpowiedz
  • Avatar
    Basia
    17 czerwca 2020 at 12:20

    Moje pierwsze bajki z dzieciństwa to „Bajki samograjki”. Jest to zbiór popularnych bajek, takich jak „Kot w butach” czy „Śpiąca królewna”. Miały kolorowe ilustracje, które uwielbiałam oglądać. Wyobrażałam sobie księżniczki czy bale. Natomiast jak myślę o ukochanych książkach z dzieciństwa to przychodzą mi do głowy dwie – „Bułeczka” i „Ronja, córka zbójnika”. Czytałam je w ķółko, zwłaszcza tą drugą i wyobrażałam sobie, że nią jestem. Mieszkałam w dzieciństwie blisko lasu, więc łatwo mi było sobie wyobrazić jak Ronja zamieszkuje w lesie 🙂

    Odpowiedz
  • Avatar
    Daria
    17 czerwca 2020 at 11:52

    Ulubioną bajką mojego dzieciństwa w formie książki była pięknie wydana książka Disneya „Król Lew”. Pamiętam jak babcia czytała mi ją codziennie po kilka razy, ja sama chodziłam z nią (książka) wszędzie i udawałam, że czytam. Później chodziłam po całym domu i „recytowałam” pierwsze strony, wyuczone na pamięć. Myślę, że skradła ona moje serce głównie przez postać Simby, uroczego, mądrego, nieco niesfornego lwiątka, którego nie sposób nie pokochać. Na pewno także, miała w sobie wszystko to co do dzisiaj cenię sobie w książkach, czyli opowieść o przyjaźni, miłości, wątek, który wzrusza i chwyta za serce (autentycznie zawsze płakałam jak umarł Mufasa…), ale na koniec dobro i tak wygrywa.

    Odpowiedz
    • Avatar
      Ania
      17 czerwca 2020 at 15:30

      Ulubiona książka dzieciństwa w dzieciństwie jak i teraz była/jest Mała księżniczka. Książka dla dzieci, jednocześnie taka ‚dorosla’, przedstawiająca smutna historię z pięknym zakończeniem. Ucząca jak radzić sobie z przeciwnościami losu i że warto byc dobrym dla innych.
      Ps. Długo zajęło mi dokończenie książki ponieważ mialam wtedy ‚faze’ na robię czegoś od początku do końca. Tzn za każdym razem kiedy odkładałam książkę musiałam zacząć od początku. Nawet gdy szłam na siku. potrzebowałam kilku dni/ tygodni (nie pamiętam) na zrozumienie że nie ma szans na skończenie książki w ten sposób.

      Odpowiedz
      • Avatar
        Martyna
        17 czerwca 2020 at 15:52

        Moją ulubioną bajką był „Miś Uszatek”. Opowiadania Czesława Janczarskiego zawsze poprawiały mi humor – Miś był wspaniałym przyjacielem i towarzyszem zabaw. Zawsze można było na niego liczyc! Dla każdego miał dobre słowo i uśmiech. Przygody misia z oklapniętym uszkiem towarzyszyły zarówno mi jak i mojej siostrze przez całe dzieciństwo, a teraz towarzyszą obydwu moim synom! I nadal je uwielbiam. Historie Misia Uszatka są tak cudowne, że aż chce się je przytulić!

        Odpowiedz
  • Avatar
    Iza
    17 czerwca 2020 at 11:12

    Uwielbiam „Zaczarowany ołówek” za wyobraźnię i kreatywność bohatera. I być może trochę zazdrościłam Piotrkowi umiejętności rysunku? Moje dzieci z ciekawością odkrywają kolejne wynalazki Piotrka wśród naszych codziennych rzeczy?

    Odpowiedz
  • Avatar
    Ada Kuteń
    17 czerwca 2020 at 10:57

    Mając 40 lat i dwójkę 6ciolatkow wracam wciąż do serii Kubusia Puchatka bo to źródło pięknych cytatów i mądrości, które chciałabym zaszczepić w moich chlopakach. „-Puchatku? – Tak Prosiaczku? – Nic – powiedział Prosiaczek biorąc Puchatka za łapkę – Chciałem się tylko upewnić, że jesteś.”

    Odpowiedz
    • Avatar
      Kama
      17 czerwca 2020 at 13:59

      Książka mojego dzieciństwa jest Harry Potter w magiczny sposób sprawił że zaczęłam czytać. Przedtem do tej czynności próbowali nakłonić mnie rodzice babcia i starsza kuzynka różnymi sposobami ale nie dali rady. Po pierwsza część Pottera sięgnęłam bo wszyscy w klasie czytali to też chciałam i przepadałam. Będąc w piątek klasie przeczytałam podczas roku szkolnego ponad 350 książek (dopasowanych do mojego wowczas wieku) do dzis jestem z tego
      dumna. Dodatkowo moja pasją do czytania sprawiła że wraz z przyjaciółką na każdej przerwie chodzilaysmy do biblioteki w szkole pomagać. Do dziś panie biblioteki o nas mówią. Staram się teraz ta pasje przekazać mojemu dziecku. Mam nadzieję że się uda ?

      Odpowiedz
      • Avatar
        Ela
        18 czerwca 2020 at 09:36

        Ta książka wciąż jest ze mną, troche zębem czasu nadgryziona, ale w końcu rocznik ’87 🙂 „Filemon i Bonifacy”… Byłam tą młodszą siostrą, w dodatku najmniejszą zawsze (152 wzrostu mam teraz:)) wszędzie było mnie pełno i tak jakoś ten Filemon to było moje Alter ego… mały, szalony marzyciel? czytam czasem dla mojego syna, a teraz pochłaniamy Tappiego, który stał się obecnie też moim ulubionym bohaterem?

        Odpowiedz
  • Avatar
    Kasia
    17 czerwca 2020 at 10:28

    Najpierw były słuchowiska na gramofonie, ale ich nie pamiętam, ponieważ byłam za mała. Potem były telewizorkowe bajki, koniecznie wieczorynka, a w sobotnie ranki Disney, najpierw bajka, potem film. Moja ulubiona bajka, to chyba taka, która zostawiła we mnie najwięcej śladów. Hmmm więc chyba niestety nie będzie jedna – czy to mnie zdyskwalifikuje nie wiem. Jednak odpowiem, tak jak czuję. Muminki – mam w sobie nostalgię włóczykija, i do dziś jak się zakochuję to nietuzinkowych osobach. Nie mały wpływ miała na mnie Mała Mi, mam w sobie sporo z jej wrednego charakterku. Do dzieci wyniosłam miłość Mamy muminka, a łączy się ona z wiecznie opiekuńczą, ale też rozsądną i grożącą palcem Bunią ( tu już tytuł Gumisie). Tak Gumisie ewidentnie były i są wspaniałą bajką. I jak robię dziś dżemy, to na pewno są wśród nich przetwory z gumijagód. Smerfy, też były wyczekiwane, z tej bajki zaszczepiłam w sobie wdzięk Smerfetki, jednak nie samodzielny, bo w połączeniu z cechami ciamajdy, sami zgadnijcie co daje to połączenie. Przykład plama na sukience podczas romantycznej kolacji. I jeszcze jedno, uświadomione całkiem nie dawno, jak się denerwuję to nucę, jak zaczynam się uspokajać, to najczęściej nucę piosenkę z Reksia, więc to chyba też ślad z dzieciństwa. Oj rety, rety, chyba ulubione bajki to właśnie te, których ślady noszę w sobie do dziś. Więc co z tego Kulfona wyrosło? Sami widzicie. Uważajcie więc co oglądają dzieci, bo oni wybór mają większy, co wcale nie znaczy, że mają lepiej.

    Odpowiedz
    • Avatar
      Ania
      17 czerwca 2020 at 11:17

      Nie bajka, ale książka… ROGAŚ Z DOLINY ROZTOKI. Czytana na kolanach u mojej kochanej babci Zosi, przy piecu kaflowym. Jej zapach, ciepły głos i dżem malinowy zostały w sercu♥️

      Odpowiedz
      • Avatar
        Lille
        18 czerwca 2020 at 22:32

        Moja ulubiona bajka z dzieciństwa to… Historia o Arce Noego. I choć moja rodzina nie należała nigdy do specjalnie religijnych,pamiętam jak gdzieś w telewizji widziałam krótka bajkę o Arce, zwierzętach i wspaniałym Noe,który je uratował.
        I wtedy nastał dzień,kiedy pierwszy raz byłam w bibliotece że starsza siostra. Miałam około 6 lat. Przeglądałam regały z książkami dla dzieci i tam trafiłam… Na rozkładana,przestrzenna książkę z opowieścią o Arce Noego. Byłam zafascynowana tym jak zwierzęta „wychodziły z książki”. I choć wcześniej jakos specjalnie nie interesowały mnie zwierzęta,wtedy właśnie pokochałam je i zapragnęłam im pomagać,niczym Noe! Mama miała ciężkie życie ze mną,od ilości zwierząt sprowadzanych do domu,okoliczny weterynarz miał ciężko że mną od ilości rannych zwierząt,które przynosiłam,a teraz ciężko ma ze mną mąż,bo mam radar w głowie,który mi mówi,gdzie są potrzebujące zwierzęta,które czasami na kilka dni,czasami tygodni stają się członkami rodziny ?

        Odpowiedz
      • Avatar
        Kasia
        18 czerwca 2020 at 22:44

        Bajki na kanale polonia 1.
        Wszystkie i każda jedna 🙂
        Uwielbiałam je. Te piosenki na początku i moje próby śpiewania, hahaha po japońsku. Te przygody które były takie ważne i poważne 🙂
        Ale myślę że bajki dawały mi odskocznie od codzienności od której czasem warto było się odgrodzić, bajkami właśnie. Problemy dorosłych odchodzą wtedy jak echo.
        Co najważniejsze, do dzisiaj są dla mnie takim komfort food. Gdy mi zwyczajnie smutno bez przyczyny, dają mi to miłe poczucie hmmm bezpieczeństwa chyba:)

        Dziś moje dzieci nie oglądają bajek:( córka urodziła się zbyt maleńka a w następstwie tego ma padaczke 🙁
        Ale mamy mnóstwo książek i audiobooków :))))

        Odpowiedz
  • Avatar
    Ola
    17 czerwca 2020 at 10:17

    Przez lata w kółko czytałam 101 dalmatyńczyków! Marzyłam o psie. O wielu… o 101 oczywiście. I o psie wielkim jak dalmatyńczyk… czytałam w kólko, Skończyło się oczywiście tym, że psa dostałam… oczywiście jednego i nie dalmatyńczyka a shih tzu – ale był moim najwierniejszym przyjacielem przez lata. Dziś, po 30 latach moja córka odkrywa piękno tej książki!

    Odpowiedz
    • Avatar
      Wella
      20 czerwca 2020 at 00:46

      Moja ulubiona bajka z dzieciństwa to nie żadna dobranocka ani też książeczka,ale… opowieść:)Mama opowiadała mi na dobranoc bajkę o dwóch Dorotkach: dobrej i złej. Uwielbiałam jej słuchać, zwłaszcza,gdy byłam chora to się domagałam Dorotek. Dziś już zamazały mi się szczegóły opowieści, nie wiem czy sama potrafiłbym powtórzyć historię dziewczynek,ale pamiętam „otoczkę”..Jak wyobrażałam sobie bohaterki,jak się krzątają,noszą wodę od studni,spotykają staruszkę – wróżkę…Widzę siebie w łóżeczku, małą, zasłuchaną…Mama taka młoda… Czuję smak tartego jabłka na języku (kolejny rytuał przy chorobie,obok bajki o Dorotkach)…Nikt nie lubi być chory, dzieci zwłaszcza,ale ulubiona opowieść osładzała mi czas choroby. Dziś bajka o Dorotkach stanowi jedno z najpiękniejszych wspomnień z dzieciństwa,dlatego bez wahania wskazuję ją jako swoją ulubioną bajkę. Na jej podstawie nie można oprzeć marketingu: wymyslec gier,książeczek,okładek zeszytów czy grafik na koszulkach i wszelkich dziecięcych artykułach…ale przecież nie wszystko jest na sprzedaż:) Liczy się bliskość i pozytywne emocje! Wspólny czas! Książki,które stanowią nagrodę w konkursie też na pewno dostarczą wielu nieprzemijających wrażeń

      Odpowiedz

Napisz odpowiedź