Menu
moda

Jakie ubrania chcą nosić dzieci? 6 punktów gwarantujących sukces

Znacie to? Wydajecie miliony monet, sporą część Waszej pensji na ubranie z najnowszej kolekcji rozchwytywanej marki, a Wasze dziecko nie ma ochoty nawet na nie spojrzeć. Nie mówiąc już o noszeniu. Jeżeli macie dzieciaki w wieku przedszkolnym (lub starsze), to na pewno spotkaliście się już z buntem ubraniowym. U nas bunt udało się zażegnać, stosując 6 prostych zasad. Odkąd wprowadziłam je w życie, problem zniknął.

Poznajcie 6 punktów, którymi kieruję się podczas dobierania garderoby dzieciom, gwarantujące sukces i spokój rodziców. Pod każdym ze zdjęć znajdziecie linki do ubrań.

Dzieci chcą nosić ubrania:

1. Takie, które same sobie wybiorą

To jest pierwsza, żelazna zasada, która gwarantuje praktycznie połowę sukcesu. Jeżeli dziecko samo wybierze sobie ubrania, jest ogromna szansa na to, że będzie chciało je nosić. Gdy Jasiek skończył dwa lata, zaczął sam wybierać sobie ubrania. Pamiętam doskonale, gdy kupiłam mu wtedy koszulkę w lody, a on mi powiedział, że jest dla dzidziusiów i on takiej nie będzie nosić. Od tego czasu każdy zakup związany z jego garderobą, muszę z nim konsultować. Na szczęście wiem, że jak trafię na coś z pojazdami, to Witek będzie zachwycony. Jasiek ma teraz fioła na punkcie Titanica. Na szczęście ubrań z Titaniciem żadna marka teraz nie produkuje. 😉 Witek co prawda większość ubrań ma po Jaśku, ale staram się też za każdym razem, gdy kupuję jakąś część garderoby jednemu, brać coś drugiemu. Wtedy nie ma walk i żalów, że jeden coś dostał, a drugi nie.

2. Takie jak ma brat/siostra/kolega/koleżanka

No niestety, wiek przedszkolny to jeszcze taki wiek (a może w wieku szkolnym to wcale nie mija?), kiedy to jedno dziecko chce mieć to, co drugie. I gdy jedno jako pierwsze dokona jakiegoś wyboru, to drugie na 90% wybierze to samo. Chyba że akurat jest obrażone na to pierwsze, wtedy z przekory wybierze coś innego. I można tłumaczyć, przekonywać do innych wyborów. I nic. Chyba każde dziecko po prostu musi przez to przejść, żeby w przyszłości wypracować swój indywidualny gust.

3. Wygodne, niekrępujące ruchów

Od urodzenia moje dzieci musiały mieć ubrania, w których byłoby im wygodnie, nie krępowałyby ruchów. Dlatego wszelkiego rodzaju spowijania nie wchodziły w grę. Ciasno zawinięci krzyczeli tak, że słyszał ich drugi koniec wsi. Nosili więc jedynie wygodne i niezbyt opinające ubrania. Gdy trochę podrośli i chciałam zacząć im zakładać nieco sztwyniejsze spodnie (a’la dżinsowe) okazało się, że tego typu materiały również w ich przypaadu nie przejdą. Tak samo wszelkiego rodzaju koszule czy swetry na guziki. Ma być wygodnie i już.

4. Inne, ciekawe (coś się na nich dzieje)

Jeżeli w jakimś sklepie trafię na ubranie, na którym coś więcej się dzieje (ma elementy 3d, elementy ruchome, obracane, świecące itp.), mogę być pewna, że spodobają się moim dzieciom, a i oni zostaną uznani za faszionistów w grupie przedszkolnej. Gdy Jasiek zobaczył tę koszulkę z ruchomymi oczami od razu chciał ją włożyć i lecieć pochwalić się kolegom.

 

5. Naturalne

Pewnie większość z nas wie o tym, że najlepsze dla naszej skóry są ubrania z naturalnych materiałów. Gdy pół roku temu spotkałam się ze stylistką i poznałam dokładniej właściwości różnych tkanin (btw. chcielibyście o tym wpis?), zaczęłam baczniej przyglądać się temu, co nosimy. Tak samo, jak czytałam etykiety na opakowaniach produktów spożywczych, tak od tego czasu studiuję metki ubrań. Wybieram praktycznie same materiały naturalne (chyba że ma to być ubranie sportowe czy termiczne), a dla dzieciaków głównie bawełnę. W bawełnie ich skóra lepiej oddycha, nie poci się, bawełna nie uczula (chyba że jest dodany do niej jakiś podejrzany barwnik).

6. Niedrogie

Ten punkt pewnie będzie dla Was największym zaskoczeniem. Bo skąd dziecko wie, ile kosztowało dane ubranie? No nie wie, ale wyczuwa. Rodzice zupełnie inaczej traktują ubrania, na które wydali znaczną część swojej pensji, a inaczej te, które mimo świetnej jakości, kosztowały niewiele. W takich ubraniach dziecko może być po prostu dzieckiem. Biegać, zakopywać się w piachu, tarzać po trawie i beztrosko jeść lody.

Wpis powstał przy współpracy z marką 5.10.15. Wszystkie ich ubrania znajdziecie tutaj – 5.10.15. Aktualnie trwa wielka promocja.

Wiola Wołoszyn O autorze

Cześć, jestem Wiola i jestem matką wariatką. Matką dwóch małych wariatów, autorką książki dla dzieci (od której dzieci nie uciekają), neurologopedą. Codziennie nadzoruję domowym cyrkiem, animuję rodzinną rzeczywistość, a w międzyczasie bloguję i próbuję się wyspać. Na blogu pokazuję, co warto kupić, gdzie warto wybrać się z dzieckiem (i bez dziecka). Czasem też trochę się wymądrzam. Rozgośćcie się. Kawy, herbaty, wina?

2 komentarze

  • Avatar
    Monika
    11 maja 2018 at 14:31

    Teraz moda na ciuchy z cekinami które zmieniają się w inny obrazek, syn oszalał na tym punkcie, mały kocha wszystko z traktorami i maszynami.

    Odpowiedz
  • Avatar
    Szyciownik
    27 kwietnia 2018 at 19:13

    Cześć,
    Ha! Najlepszy jest punkt 1. Zdecydowanie nie ma sensu ubierać dziecka za siłę.
    I przyznaję, że ubrania z oczami wymiatają. Nic dziwnego, że trzeba się nimi chwalić w przedszkolu 😀
    Pozdrawiam,
    Kasia

    Odpowiedz

Napisz odpowiedź